środa, marca 25, 2020
Sara Lancaster (22)
Oddział kapitana Roberta Taylora minął już ostatnie zabudowania.
Konie wlekły się bardzo zdrożone. Taylor zatrzymał się. Kolejne wierzchowce też przystawały się.
- Sierżancie proszę przekazać ludziom, że zjeżdżamy do młyna. To jakieś trzy mile.
- Może wysłać przodem szpicę?
Taylor popatrzył na sierżanta.
- Tak, niech Dober i Pickler sprawdzą czy nie zrobiono nam niespodzianki? Nie chciałbym w tej chwili dostać się pod ostrzał jakichś jankeskich maruderów.
- Szukamy tej damy, o której mówił ten czarny...
- Bernard? - Robert nie miał ani sił, ani ochoty sprzeciwiać się, jak ów wyraził się o nim. Nigdy nie używał w stosunku do nikogo podobnych określeń. Nieokrzesanie sierżanta trudno było tuszować. A zresztą czy większość ludzi z Południa nie myślało tak samo? Jakie to teraz miało znaczenie, kiedy całe Dixi płonęło ogniem nienawiści rozpalanym przez Shermana i jemu podobnych oprawców? - Wykonać.
Konie wlekły się bardzo zdrożone. Taylor zatrzymał się. Kolejne wierzchowce też przystawały się.
- Sierżancie proszę przekazać ludziom, że zjeżdżamy do młyna. To jakieś trzy mile.
- Może wysłać przodem szpicę?
Taylor popatrzył na sierżanta.
- Tak, niech Dober i Pickler sprawdzą czy nie zrobiono nam niespodzianki? Nie chciałbym w tej chwili dostać się pod ostrzał jakichś jankeskich maruderów.
- Szukamy tej damy, o której mówił ten czarny...
- Bernard? - Robert nie miał ani sił, ani ochoty sprzeciwiać się, jak ów wyraził się o nim. Nigdy nie używał w stosunku do nikogo podobnych określeń. Nieokrzesanie sierżanta trudno było tuszować. A zresztą czy większość ludzi z Południa nie myślało tak samo? Jakie to teraz miało znaczenie, kiedy całe Dixi płonęło ogniem nienawiści rozpalanym przez Shermana i jemu podobnych oprawców? - Wykonać.