poniedziałek, marca 11, 2024
Besame Mucho... - 11 de marzo de 2004
Nikt tak nie śpiewał, jak Mirella. Jej niski głos, ciemne, niemal czarne oczy... Zadymiony lokal. Juan grał na klarnecie. Nie widział świata. Sam był jedną z wdychanych w instrument nutą. Jose rytmicznie uderzał w bęben, a Carlos pochylał głowę nad klawiszami pianina. Znowu lekko rozstroiło się. Potrzeba było delikatnych palców pana Alvaresa, aby przywrócić staremu pudłu jego prawdziwe brzmienie. Ile lat służyło? Nikt nie pamiętał. Ale byli tacy, którzy mogliby przysiąc, że jego brzmienia słuchała sama Dolores Ibarruri, słynna La Pasionaria. Byli i tacy dla których to był instrument, który od zawsze grał hymny pochwalne ku chwale Don Francisco Paulino Hermenegildo Teódulo Franco y Bahamonde Salgado Pardo, czyli generała Franco, El Caudillo. Czy to zresztą było ważne? A może służył Alfonsowi XIII? Równie dobrze mógł na nim grać jadąc na Majorkę sam wielkie Chopin. Nie miało to teraz najmniejszego znaczenia. Mirella śpiewała „Besame Mucho”.
Madryt - stacja Atocha - 11 III 2004 r.








