Każdy co najmniej raz dzieckiem był. Przeszło, minęło i teraz żal. Czego? Wszystkiego, głupcze! Potarganej czupryny, podrapanych kolan, gry w kapselki, beztroskiej zabawy na bydgoskich Prądach, ogórka kiszonego wydostawanego z beczki i zajadanego z pajdą chleba z masłem, które Babcia przygotowała! Brak kurczaków, kur i kogutów-"Wacków", prosiaczków "Franusiów", rżenia koni, mokrego nosa "Wiernej" i jej syna "Gasia".
Rysiek wyrósł, Wojtek doroślał, Waldek już nie pływa metalową balią swojej mamy po stawie. Zniknęli ludzie, którzy byli ozdobą "krajobrazu". Ze "starej gwardii" został pan Sienkiewicz z Lidy, który z kresowym zaśpiewem powtarzał: "Mój syn Robert, kurcze... Uczyć sie nie chce... kurcze...". Brakuje warkotu "Junaka" pana Bugajskiego. "Warszawą" nie pokona już górki na Biskupińskiej ogrodnik Syka, ani swoim motorowerem pan Suchomski. Stary Ociepka nie pogoni krów na pastwisko. Słyszało się, jak łaciate ciągnęły za sobą łańcuchy. Ten niepowtarzalny dźwięk. A ich "klapsy" na drodze? Gdzie jest bryczka sędziwego Tańskiego?! Już nie rozwozi mleka po okolicy. Tak, to jego brata-młynarza z całą rodziną rozstrzelali w 1939 r. Niemcy! Zastrzelili też psa, którzy rzucił się bronic swoich gospodarzy! A babcia-staruszka "od Durlaków"? Dlaczego zburzono dawną szkołę i dom Karpinów? Nie ma ich. Może nigdy nie było? Sam ich sobie wymyśliłem?