środa, września 28, 2016
Przeczytania... (167) John Steinbeck "Dziennik z podróży do Rosji" (Wydawnictwo Prószyński i S-ka)
"Wróciliśmy do Moskwy spragnieni kontaktu z rodakami i ojczystym językiem. Byliśmy mimo wszystko obcy na Ukrainie, choć jej mieszkańcy ugościli nas tak szczodrze. Teraz cieszyliśmy się z możliwości porozumienia z osobami, które wiedziały, kim są Superman i Louis Armstrong" - trudno podejść do książki kogoś tak ważnego dla mnie, jak John Steinbeck (1902-1968). Wiele lat temu mój św. pamięci kolega (B. N.) pożyczył mi książkę. "To taki western" - podpowiedział. Byłem już trochę wyrośnięty na "kombojskie powieści", ale... wziąłem ją. Tak podbiła mnie powieść "Na wschód od Edenu"! Zaliczam ją (obok "Nędzników" V. Hugo i "Lalki" B. Prusa!) do najważniejszych książek życia mego powszedniego. Potem przyszedł czas na kolejne powieści: "Grona gniewu" (a jakże pomny cudownej filmowej kreacji H. Fondy), "Krótkie panowanie Pepina IV" i "Podróże z Charleyem". Teraz trzymam w ręku "Dziennik z podróży do Rosji", w tłumaczeniu pani Magdaleny Rychlik, Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Jak dowiadujemy się już z okładki "ze zdjęciami Roberta Capy". W czym zatem problem? Obawiam się, że moje opisanie tego klasycznego dzieła może tylko zamienić się w kolejną cegiełkę do wielkiego monumentu, jakim jest podziw dla prozy Johna Steinbecka. Nierzemienny od tylu lat.