środa, kwietnia 07, 2021
...na 40-tą rocznicę śmierci Krzysztofa Klenczona - 7 IV 1981 r.
"Kilka razy dziennie operator informował o jego stanie zdrowia. Aż
pewnego razu... Było chyba po dziesiątej. Dojeżdżałem do skrzyżowania
przy Dempster Street, wiozłem jakąś staruszkę, gdy usłyszałem głos
operatora: «Do wszystkich, którzy pamiętają Krzysztofa i jego taksówkę
numer 94 - dziś rano Krzysztof zmarł». Wśród braci taksówkarskiej tej
kompanii panuje taki zwyczaj, że śmierć kolegi czczą minutową «salwą»
klaksonów. Gdy i ja zatrzymałem się i włączyłem klakson, moja pasażerka
bardzo się przestraszyła. Miała do mnie wielkie pretensje, ale szybko
uspokoiła się, gdy wyjaśniłem jej o co chodzi" - to wspomnienie Stana Borysa, który był przyjacielem Zmarłego i jeździł "na jego taksówce". 7 kwietnia 1981 roku, w wieku zaledwie XXXIX lat odszedł Krzysztof KLENCZON. Kilka tygodni wcześniej, 25 lutego, uległ poważnemu wypadkowi. Złośliwi komentowali: "pojechał do Ameryki po własną śmierć". Bzdurny komentarze...
