poniedziałek, stycznia 09, 2017

Przeczytania...(182) Norman Ohler "Trzecia Rzesza na haju. Narkotyki w hitlerowskich Niemczech" (Wydawnictwo Poznańskie)

"Mniej więcej o północy ustała burza śniegowa, ukazało się rozgwieżdżone niebo, jednak żołnierze coraz częściej chcieli kłaść się na śniegu, pomimo gorących słów otuchy nie można z nich było już wykrzesać żadnych rezerw siły woli. Takim ludziom rozdano wtedy po 2 tabletki pervitinu. Po upływie pół godziny pierwsi mężczyźnie potwierdzili lepsze samopoczucie. Zaczęli znów równo maszerować, utrzymywali się w szeregu" - tak oto czytamy w oficjalnym raporcie Wehrmachtu, kiedy trwały walki w okolicach jeziora Ilmen (ZSRR). Farmakologia szła w sukurs rozpadającemu się na Wschodzie "rycerskiemu Wehrmachtowi"? A uściślając narkotyki! To jeden z wielu przykładów, jak faszerowano, szprycowano, innymi słowy pobudzano do działania hitlerowskich soladaten! I o tym m. in. jest książka, której autorem jest Norman Ohler pt. "Trzecia Rzesza na haju. Narkotyki w hitlerowskich Niemczech", w tłumaczeniu Bartosza Nowackiego (Wydawnictwa Poznańskiego). W krótkie notce na jednym ze skrzydeł okładki czytamy: "Aby napisać Trzecią Rzeszę na haju [...] przez pięć lat prowadził kwerendę w archiwach w Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Przeanalizował w tym czasie liczne oryginalne materiały, które jak dotąd umknęły uwadze badaczy". Trudno wobec takiej rekomendacji przejść obojętnie wobec pracy Autora.

Mamy kolejną książkę o III Rzeszy? Żadna filozofia wejść do pierwszej księgarni z brzegu i zrobić przegląd znajdujących się tam volumenów. Nie chcę przesadzić, ale jedno z najwyższych miejsc zajmą pozycje poświęcone nazizmowi, hitleryzmowi, III Rzeszy czy w ogóle Adolfowi Hitlerowi. "Ile można?" - obruszy się pan w sweterku w skandynawskie wzorki. moja żona też dziwnie na mnie patrzy, kiedy widzi kolejny tom o tej tematyce w moich rękach. Zdradzę, że w jednym z pierwszych postów, jaki na tym blogu poświęciłem hitlerowskim Niemcom jest wzmianka o książce dotyczącej zdrowia Führera. I zaryzykuję stwierdzenie, że ci, którzy znają książkę Hansa-Joachima Neumanna i Henrika Eberlego pt. "Czy Hitler był chory?"* - na pewno nie ominą tej książki. Logicznym  ciągiem będzie teraz wziąć do ręki książkę Normana Ohlera. Zapewniam, że osoby zaznajomione w medycznych aspektach historii III Rzeszy znajdą tu starych znajomych! Zacznijmy z najwyższej półki: doktor Theo Morell...
"Mój Führerze, gdyby odtąd miał się Panem opiekować normalny lekarz, zostałby Pan na tak długo odciągnięty od swoich prac, że Rzesza w tym czasie ległaby w gruzach". Wdzięczność tej miary pacjenta wyraża się w jednym zdaniu: "Mój drogi doktorze, cieszę się i jestem szczęśliwy, że Pana mam". Relacje między Morellem, a Hitlerem są tu podparte wieloma cytatami, wypowiedziami obu zainteresowanych stron. Jest serdeczny kadr zdjęciowy, kiedy pacjent A wręcza "swemu doktorkowi" jakiś akt urzędowy. Jak odnajduję w Internecie chodzi prawdopodobnie o nadanie Kriegsverdienstkreuz. 
Proszę się nie łudzić nie jeden Morell truł pacjenta A swymi drakońskimi metodami, o których dzisiejsi  fachowcy są zdania powinny powalić konia. Poznajemy m. in. doktora Erwina Giesinga. To o nim N. Ohler napisał m. in.: "...nie przychodził do swojego Führera z pustymi rękami. Jego preferowanym lekarstwem, mającym uśmierzyć bóle w uszach, nosie i gardle występujące z powodu uszkodzenia błon bębenkowych, była akurat kokaina, wyszydzana przez nazistów jako  «żydowska trucizna degeneracyjna». [...] W tym czasie liczne alternatywne środki do znieczulenia miejscowego nie były dostępne, a zapas kokainy jako środka leczniczego można było znaleźć w każdej aptece". I tyle na temat kokainy w życiu A. Hitlera. Przy okazji poznajemy rzeczywiste skutki zamachu z 20 VII 1944 r. N. Ohler wzmiankuje: "Jego słuch niemal zupełnie nie funkcjonował, kiedy wieczorem przestał działać środek «x», ujawniły się silne bóle ramion i nóg. Nieprzerwanie krwawił z obu uszu. Zamach spowodował także spustoszenie psychiczne". Ciekawy jest opis spotkania z oficerami wojsk lądowych tydzień po zamachu. Zmiana w wyglądzie niezniszczalnego Führera: "Nagle dotarło do nich, że istnieje przepaść między fikcyjnym obrazem Führera a rzeczywiście istniejącym Hitlerem". Jeden z cytowanych biografów Hitlera tak ocenił medyczne wsparcie Morella na pacjenta A.: "W pewnym sensie proszki i lekarstwa Morella były dlań namiastką starej podniety, której dostarczały mu owacje tłumów". Pewnie, że nie jeden Führer zaliczony zostałby do kategorii żyjących na haju ćpunów swoich czasów. O jednym z czołowych wodzów, która miała Herrenvolków uczynić panami świata, jedno zdanie ustawia w tej grupie: "Marszałek Rzeszy w stanie odurzenia morfiną przecenił swoje siły".
Czytając Normana Ohlera zaczynamy wątpić w geniusz blitzkriegu? Bo kto rzucił Francję na kolana i zachwiał morale w Anglikach? Halder, Guderian czy... metamfetamina oraz tabletki pervitinu. Okazuje się, że zamówienia, jakie składali kwatermistrzowie, to jakieś obłędne wartości, np. 20 000 sztuk dla 1. Dywizji Pancernej? "Dwadzieścia minut później następowała reakcja, komórki nerwowe w mózgach uwalniały neurotransmitery. W jednej chwili dopamina i noradrenalina intensyfikowały postrzeganie i wprawiały organizm w stan absolutnej gotowości" - wyjaśnia Autor "Trzeciej Rzeszy na haju...". Wychodzi na to, że żołnierze miast spać parli na Zachód! "Nie było już żadnych przerw - w kresomózgowie wybuchało nieprzerwane chemiczne natarcie, organizm uwalniał w podwyższonym stopniu substancje odżywcze, intensywniej wytwarzał cukier, tak że maszyneria wchodziła na najwyższe obroty, a tłoki coraz szybciej poruszały się w górę i w dół" -  czytamy dalej. Proszę nie opuszczać tego pisania z przekonaniem, że podobne wbijanie swoich w uzależnienia, to wymysł rasistowskiej i zdegenerowanej III Rzeszy! Nic bardziej mylnego! Niech naszej uwadze nie umknie rozdział "Chemiczne lata dwudzieste" i już będzie jasne, co i jak się zaczęło. A, co działo się, gdy zbawczy narkotyk przestawał działać: "Im dłużej zażywano metamfetaminę, tym mniej w mózgu uwalniało się dopaminy i serotoniny - tym gorsze było samopoczucie danego człowieka i tym większe dawki zażywał, aby to wyrównać. Błędne koło uzależnienia". Norman Ohler zresztą podaje kilka przypadków czym skończyło się zażywaniu pervitinu.
Dochodzimy do  wniosku, że zdeprawowani amfetaminą, morfiną i ich pochodnymi środkami przywódcy III Rzeszy w upojeniu narkotycznym pchnęli świat na skraj przepaści? Nic bardziej mylnego. Norman Ohler kwituje TO takim stwierdzeniem: "Cele i motywy, ideologiczny świat urojony, wszystko to nie było zarazem rezultatem zażywania narkotyków, lecz ustaliło się o wiele wcześniej. Hitler nie mordował też ze względu na zamroczenie, wprost przeciwnie, do samego końca pozostał poczytalny. Hitler pozostawał nadal panem swoich zmysłów, widział dokładnie, co czyni, działał z zimną krwią, myśląc całkiem jasno". Proszę o tym nie zapominać.
Symptomatyczny dla trucia własnych żołnierzy był dla Niemców rok 1944! To o tym okresie czytamy m. in. "Choć brzmi to nieprawdopodobnie, równolegle do prowadzonych od lat prób stworzenia cudownych broni [...] chwytano się każdej szansy - przystąpiono także do intensywnych poszukiwać cudownego narkotyku, który swoim chemicznym działaniem zdołałby jeszcze odwrócić kartę". Proszę zwrócić uwagę na poglądy niejakiego Hellmutha Heye, admirała Kriegsmarine, naukowe wyczyny prof. dra Gerharda Orzechowskiego. Jeden uroił sobie samobójcze ataki jednoosobowych łodzi podwodnych, a drugi chciał ten pomysł podeprzeć chemicznie! Co wymyślił Herr Profesor? N. Ohler zdradza: "...zaproponował dla marynarzy [...] dziesięć różnych kombinowanych preparatów oznaczonych skrótami od DI do D X - narkotyk 1 do narkotyk 10. Składały się one w różnych proporcjach z eukodalu, pervitinu i dicodidu, półsyntetycznego związku pochodnego morfiny, który w swoim sposobie działania jest spokrewniony z kodeiną, ale znacznie silniejszy. Były to najsilniejsze znane na świecie substancje [...]". Nie jestem w stanie przytoczyć tu każdego przykładu, jak sterowano psychiką marynarzy i innych wojaków rozpadającej się III Rzeszy. Autor sam używa określenia "działanie na dopingu".
"A co, jeśli przy naciskaniu spustu ręka będzie za bardzo drżała? On, który wyrządził tak wiele krzywd, miał teraz zamiar uniknąć odpowiedzialności, a ponieważ nie było w pogotowiu żadnego eukodalu, żeby mógł zaserwować sobie złoty strzał, wybrał ołów. Tylko pistolet jest silniejszy od igły" - świetnie zarysowany stan ducha przegranego pacjenta A. Warta uwagi jest ta uwaga: "Jeśli została tutaj wnikliwie przeanalizowana konsumpcja narkotyków rzekomego abstynenta, to nie po to, żeby szukać sensacji w intymnych rozważaniach". W ogóle opis tego, co działo się w ostatnim roku wojny może nawet zaskoczyć. Tym bardziej, że jak wiemy Norman Ohler dotyka kwestii jednak wstydliwych i raczej przemilczanych.
"Trzecia Rzesza na haju. Narkotyki w hitlerowskich Niemczech" odpowiada na wiele pytań związanych z wykorzystywaniem środków odurzających przez elitę i wojsko. Pewnie, że każda z występujących tu osób zasługiwałaby na oddzielne monografie o  charakterze medycznym. Autor sam  na koniec ustosunkowuje się do tematu, jaki sobie wybrał: "Jeśli główna teza brzmi, że narkotyki w Trzeciej Rzeszy zostały wykorzystane jako sztuczny potencjał mobilizacyjny, służący do kompensowania z czasem słabnącej motywacji i utrzymywania kliki przywódców w gotowości do działania, to należy wyraźnie podkreślić, że ten najciemniejszy rozdział naszej historii doprowadził do zdegenerowania ludzi nie dlatego, że przyjmowali oni zbyt wiele środków odurzających. substancje te wzmocniły bowiem tylko to, co i tak już istniało. Tak więc niniejsza książka przyczynia się być może do tego, że nieco lepiej będzie można sobie wyobrazić perwersyjny świat Trzeciej Rzeszy, która tak gruntownie stracił kontakt z przyzwoitą rzeczywistością i spowodował tak wiele cierpień". Jestem zdania, że książka Normana Ohlera powinna stanowić cenne uzupełnienie każdego księgozbioru, tych których interesuje historia III Rzeszy. Ja stawiam ją obok innych.

* Hans-Joachim Neumann i Henrik Eberle pt. "Czy Hitler był chory?", w tłum. Barbary Ostrowskiej,  Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2012

1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.