środa, stycznia 04, 2017
Przeczytania... (181) Dorota Karaś "Cybulski. Podwójne salto" (Wydawnictwo Znak)
"W Katowicach nie widzieli takich tłumów od czasu pogrzebu Wojciecha Korfantego w sierpniu 1939 roku. [...] Na katowickim cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza ludzie ledwo się mieszczą między grobami. Żeby mieć lepszy widok, wchodzą na drzewa. [...] Jeden z operatorów kamery kieruje sprzęt na pobliskie drzewo i filmuje wolno, od dołu: widać ludzi uczepionych gałęzi prawie po sam szczyt" - tak Dorota Karaś w książce "Cybulski. Podwójne salto" opisuje dzień 12 stycznia 1967 r. Dzień pogrzebu Zbyszka Cybulskiego. "Pogrzeb największej gwiazdy polskiego filmu jest dla władzy problemem. Zwłaszcza że rodzina zaczyna domagać się katolickiego pochówku. [...] Sprawą początkowo ma się zająć Edward Gierek, wówczas wszechwładny pierwszy sekretarz KW PZPR w Katowicach" - uświadamia nam Autorka. Wielkie brawa dla Wydawnictwa Znak, że umożliwił nam poznanie tych blisko czterystu stron żywota Aktora Niezwykłego. Przyłożono się edytorsko, żebyśmy mogli obcować w sposób artystycznie godny z biografią, ludźmi, którzy znali GO. Napisałem wyżej "Zbyszek"? Pozwoliłem sobie? Uważam, że takim GO zapamiętało całe pokolenie. Pewnie, że dla kogoś urodzonego w 1963 roku, jak ja właśnie, poznawanie twórczości Cybulskiego, to już historia. Wielokrotnie będąc we Wrocławiu przechadzałem się po peronie 3, na którym zginął. Nie wiem, kiedy po raz pierwszy usłyszałem zdanie "tu zginął Cybulski". Ale pierwsza moja wizyta nad Odrą odbyła się na Boże Narodzenie 1967 r. Tego 1967, kiedy Zbyszek Cybulski zginął. Przypadek? W 1967 r. miałem 4 lata, a więc byłem tylko rok młodszy niż dziś mój wnuk, Jerzyk.
Książka napisana ze smakiem. To nie lektura dla tych, którzy szukają taniej sensacji. Zresztą zastanawiam się kto będzie szukał książki pani Doroty Karaś? Do jakiego pokolenie przemówi? Powinna była trafić choćby do rówieśników Aktora, którzy za bugiem pozostawili swoje Kniaża! Ja jestem tylko wnukiem Kresów (i to tych wileńskich) - i rozumiem tęsknotę z krajem lat dziecinnych. Ale mimo wszystko to nie mój kraj. Zbyszek Cybulski był dzieckiem Kresów! Za komuny jeszcze jeden z ważnych argumentów, kiedy musiałem skretyniałem debilom, którzy uważali się za lepszych Polaków udowadniać wkład Kresowiaków na dzieje nawet powojennej Polski. Jeden z argumentów (jakkolwiek brzmi to brzydko) brzmiał: CYBULSKI! Starczyło spojrzeć na Jego rysy twarzy, aby wydedukować sobie rodowód z Dzikich Pól. Nie wiedziałem, że matka była de domo... Jaruzelska! Pewnie, że pierwsza ciekawość (przy moich zainteresowaniach genealogicznych, heraldycznych) stawiała pytanie: czy to z tych Jaruzelskich? Autorka zaspokoi naszą ciekawość: "Pradziadek Zbigniewa Cybulskiego Józef Benedykt oraz dziadek generała Wojciecha byli braćmi. [...] Zbigniew Cybulski i generał Wojciech Jaruzelski - starszy od krewniaka o cztery lata - spotykali się kilka razy w życiu na oficjalnych przyjęciach". Pięknie czytamy o rodzie matki: "Trudno znaleźć jakąkolwiek rysę w historii rodziny Jaruzelskich. W czasie pokoju pracują, dbają o poddanych, ucz się i modlą. Kiedy wybucha wojna, idą walczyć lub konspirują. [...] Rodzina jak z kart patriotycznej broszury. Nie ma wśród nich żadnej czarnej owcy, hazardzisty, panny, która popełniła mezalians, rozwodnika ani choćby utracjusza". Cezura moralno-etyczno-patriotyczna bez zarzutów! Do czasu?... Wkrada się kilka stron później pewien zgrzyt genealogiczny. Czytają o Marcinie Jaruzelski Autorka nieopatrznie napisała: "stryj Zbyszka". Stryj Zbyszka mógłby nazywać się li tylko tak, jak on, czyli Cybulski! Jaruzelski był tylko wujem, bratem Matki.
Książka napisana ze smakiem. To nie lektura dla tych, którzy szukają taniej sensacji. Zresztą zastanawiam się kto będzie szukał książki pani Doroty Karaś? Do jakiego pokolenie przemówi? Powinna była trafić choćby do rówieśników Aktora, którzy za bugiem pozostawili swoje Kniaża! Ja jestem tylko wnukiem Kresów (i to tych wileńskich) - i rozumiem tęsknotę z krajem lat dziecinnych. Ale mimo wszystko to nie mój kraj. Zbyszek Cybulski był dzieckiem Kresów! Za komuny jeszcze jeden z ważnych argumentów, kiedy musiałem skretyniałem debilom, którzy uważali się za lepszych Polaków udowadniać wkład Kresowiaków na dzieje nawet powojennej Polski. Jeden z argumentów (jakkolwiek brzmi to brzydko) brzmiał: CYBULSKI! Starczyło spojrzeć na Jego rysy twarzy, aby wydedukować sobie rodowód z Dzikich Pól. Nie wiedziałem, że matka była de domo... Jaruzelska! Pewnie, że pierwsza ciekawość (przy moich zainteresowaniach genealogicznych, heraldycznych) stawiała pytanie: czy to z tych Jaruzelskich? Autorka zaspokoi naszą ciekawość: "Pradziadek Zbigniewa Cybulskiego Józef Benedykt oraz dziadek generała Wojciecha byli braćmi. [...] Zbigniew Cybulski i generał Wojciech Jaruzelski - starszy od krewniaka o cztery lata - spotykali się kilka razy w życiu na oficjalnych przyjęciach". Pięknie czytamy o rodzie matki: "Trudno znaleźć jakąkolwiek rysę w historii rodziny Jaruzelskich. W czasie pokoju pracują, dbają o poddanych, ucz się i modlą. Kiedy wybucha wojna, idą walczyć lub konspirują. [...] Rodzina jak z kart patriotycznej broszury. Nie ma wśród nich żadnej czarnej owcy, hazardzisty, panny, która popełniła mezalians, rozwodnika ani choćby utracjusza". Cezura moralno-etyczno-patriotyczna bez zarzutów! Do czasu?... Wkrada się kilka stron później pewien zgrzyt genealogiczny. Czytają o Marcinie Jaruzelski Autorka nieopatrznie napisała: "stryj Zbyszka". Stryj Zbyszka mógłby nazywać się li tylko tak, jak on, czyli Cybulski! Jaruzelski był tylko wujem, bratem Matki.
To bardzo klimatyczna książka. Można pozazdrościć, jak wiele zachowało się fotografii pochodzących z kresowych czasów rodzin Cybulskich i Jaruzelskich. Choć wpadniemy i na taką uwagę Autorki: "Jaka szkoda, że rodzina Cybulskich, związana z Warszawą od kilku pokoleń, nie miała swojego kronikarza. Nikt nie opisał..." - następuje tu dość drobiazgowe wyliczenie, co straciliśmy dzięki brakowi kogoś takiego. Proszę się nie obwiać - i bez tego mamy bardzo ciekawą historię obu rodzin, których skutkiem byli Zbyszek i Antek Cybulscy! Jest choćby okazja, aby zerknąć na świadectwo ukończenia szkoły powszechnej z 1941 r. przez Zbyszka. Najsłabsze, czyli dostateczne, tylko z arytmetyki z geometrią oraz śpiewu. Okupacyjne losy rodzin Jaruzelskich i Cybulskich - niemal zwyczajne polskie drogi? Pouczające epizody, warte poznania. Ojciec przedziera się przez Rumunię na Zachód! Opuszczenie rodzinnych pieleszy. Aresztowanie matki przez Sowietów! Wiadomości o rzekomych zgonach rodziców Zbyszka i Antka, opieka rodziny nad niby-sierotami. Warszawa. Generalne Gubernatorstwo. Podziwiać należy skrupulatność zachowanych notatek Marcina Jaruzelskiego, jak choćby datowana z 10 IX 1944 r.: "Jadę do Grodziska, Żabiej Woli, Woli Pogorszewskiej dowiedzieć się, co z Władkiem, Bolkiem i chłopcami. (...) Obserwujemy pożary nad Warszawą. W okolicy spokój".
Jak bardzo wojna psychicznie zniszczyła dorastanie Zbyszka Cybulskiego oddaje, to co o Nim napisał Kazimierz Kutz: "Siłą motoryczną Zbyszka był lęk. Więcej: paniczny strach przed czymś, o czy nie mamy pojęcia. Na mnie robił zawsze wrażenie zbiega. [...] Prześladowało go jakieś nieustanne widziadło wojennej śmierci. [...] Nie waham się stwierdzić, że musiał przeżyć coś ostatecznego". Sam o sobie i swoim pokoleniu Aktor powiedział: "Mimo że wojna dawno się skończyła, ci ludzie pozostają ciągle pod jej wpływem i nie mogą znaleźć sobie miejsca".
Życie. Kariera. Filmy. Rodzina. Na fali różnych książek biograficznych o aktorach (i z aktorami) książka pani Doroty Karaś jest wyjątkowa - dotyczy LEGENDY! Pewnie, że mamy możność przeczytania (przypomnienia sobie?), co bliscy i dalsi mówili o NIM, jak GO postrzegali, jak GO oceniali:
"Westerplatte - z niedowierzaniem oglądamy ten skrawek lądu, miejsce bohaterskiej obrony mjra Sucharskiego. W uszach brzmią nam wojenne komunikaty z września 1939 r. «Westerplatte borni się!». Warszawa - ze zgrozą zwiedzamy mrowisko gruzów, to, co jeszcze nazywa się Warszawa (...)" - skrupulatnie notował w harcerskiej kronice Zbyszek Cybulski. Po okupacyjnym świadectwie mamy okazję zerknąć do tego, jakie uzyskał maturzysta Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego dla Dorosłych w Dzierżoniowie z 1947 r.
"Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie na pierwszy kurs Wyższej Szkoły Aktorskiej w Krakowie. Prośbę motywuję chęcią poznania i opanowania kunsztu aktorskiego, jak również chęcią poświęcenia się w przyszłości pracy reżyserskiej. Liczę na przychylną decyzję Rady Pedagogicznej" - to podanie z 1949 r. Cytuję 99,9 % całości. To jest ten smaczek podobnych książek, kiedy Autorka dociera do podobnych dokumentów i nie chowa ich dla siebie, tylko ma możliwość ich upublicznienia. Trzeba przeczytać, jak wyglądał przebieg egzaminu i jaki był wynik. Od samych nazwisk, z kim był na roku można dostać zawrotu głowy: Kalina Jędrusik, Leszek Herdegen, Bogumił Kobiela! Okazuje się, że matka nie była zbyt szczęśliwa z wybory starszego syna.
"Nie mieliśmy poczucia, że cenzura bardzo ingeruje w to, co robimy. Zawsze na próbie generalnej był ktoś, taka postać, o której Zbyszek mówił: «Uważajcie, na sali jest towarzysz Pieciun»" - to wypowiedź scenografa z gdańskiego teatru Bim-Bom. Niemal magiczne słowo! I choć nie jestem historykiem polskiego teatru zapadło w pamięci, że to właśnie Cybulski, Fedorowicz (Jacek), Kobiela - stanowili trzon, mózgi, duszę tego niezwykłego artystycznego przedsięwzięcia w Gdańsku. "Jedni uważają,, co było do przewidzenia, że program jest zbyt elitarny, że wymaga tzw. myślenia, drudzy uważają to za plus. Czynniki różnie. Mają zarzuty od strony ideologicznej (duch, pewien nihilizm i apolityczność poszczególnych numerów) - niemniej uważają za duże osiągnięcie kulturalne na Wybrzeżu" - to z listu Cybulskiego do Kutza. Trudno sobie wyobrazić, jak Cybulski stał za kulisami "...i trząsł się jak osika. dopiero huraganowe brawa na widowni przywołały go do rzeczywistości" - wspominał T. Chrzanowski. Cudownie urokliwe są anegdoty szczególnie te przybliżające relacje między Kobielą i Cybulskim. ale na to trzeba sięgnąć do książki pani Doroty Karaś.
Ile bym dał, aby zobaczyć występ "Bim-Boma" w Warszawie. Tak, na widowni sam Cyrankiewicz z ówczesną żoną Niną Andrycz, pączki od Bliklego. Zobaczyć na widowni samego mistrza Słonimskiego! Widzieć, jak Cybulski tańczył na Краснoй площадьй w Moskwie! Bezcenne! Opinii, recenzji z występów - one tylko mogą przybliżyć ten czas artystycznego wybuchu. Czy jednak oddać atmosferę? Wątpię. Cudowne słowa samego Ibisa-Wróblewskiego: "Motyl zwiastujący wiosnę? Rękawica rzucona teatrom zawodowym? [...] Bim-Bom. Studencki Teatrzyk Satyryczny z Gdańska trudno zamknąć w jednym porównaniu".
Pewnie, że każdy film Zbyszka Cybulskiego znajduje swój ślad, swoje miejsce w książce pani Doroty Karaś. Zresztą rozdziały są tytułami Jego filmów, np: "Milczenie", "Pokolenie", "Niewinni czarodzieje", "Giuseppe w Warszawie" czy "Salto". Powtórzę wytarty komunał, że "Popiół i diament" zdobył mnie pierwszym oglądaniem. Było mi niezmiernie miło, kiedy kilka lat temu mój Syn zaprosił mnie do kina na odnowiony komputerowo ten film Andrzeja Wajdy! "...byłem bardzo speszony, gdy Wajda, zrezygnowawszy z kilku kandydatur, zdecydował ostatecznie, że Maćka Chełmickiego zagra Cybulski. Nie dlatego, abym zdolnościom aktorskim Cybulskiego nie ufał, tylko całkiem inaczej wyobrażałem sobie sylwetkę Chełmickiego. Chełmicki w okularach? Koszmar, nieporozumienie" - to opinia samego Jerzego Andrzejewskiego. Nieporumienieniem by było gdyby tą rolę dostał ktoś inny. Wspaniałe są cytowane tu wypowiedzi Janusza Morgensterna czy samego Andrzeja Wajdy. A Cybulski: "Za chwilę będą kręcić, a ja nie mam klucza do roli. oparłem się o drzwi". Cudownie jest móc poznawać szczegóły realizacji tego niezwykłego filmu. Podoba mi się stwierdzenie Autorki: "Gdyby istniał oficjalny przelicznik wybitnych scen na metr taśmy filmowej, Popiół i diament znalazłby się na pewno w światowej czołówce". Co tam moja opinia o filmie, jest wypowiedź samego Sławomira Mrożka: "Pamiętam mój stan po wyjściu z kina, nie tylko mój, ale wszystkich, którzy ten film widzieli. Poczucie, że wzięło się udział w czymś wyjątkowym, co zdarza się tylko raz na wiele lat. Byłem przejęty i wstrząśnięty. I rozglądałem się dookoła, jakby rzeczywistość została przemieniona". Pewnie, że głosów jest więcej (bo i np. S. Lema czy W. Woroszylskiego). Autorka przypomina: "Robert De Niro pytany o to, dlaczego w filmie Taksówkarz wkłada ciemne okulary, odpowiada, że zrobił to w hołdzie Zbigniewowi Cybulskiemu". Nie wiedziałem. "Gdy Cybulski przyszedł na zdjęcia do Popiołu i diamentu ubrany po swojemu, powinienem mu powiedzieć: «Zbysiu, czyś ty zwariował? Przebierz się w kostium, bo kręcimy historyczny film». Ale pozwoliłem mu grać, jak chciał, i to mnie uratowało. On był już wtedy bohaterem następnego pokolenia, a nie generacji w długich butach, którą znaliśmy z filmów starszych reżyserów" - nie mogło zabraknąć głosu Andrzeja Wajdy. I na tym koniec!
Majakowski, Dostojewski, Hemingway, Wyspiański, Czajkowski, Gershwin, Ben Shahn, James Dean, Audrey Hepburn - to były artystyczne wybory Zbyszka Cybulskiego, jakie ujawnił w ankiecie dla tygodnika "Film". Nie ujawnił ulubionej postaci literackiej i historycznej. Ulubioną książką był "Mały Książę", a najchętniej czytaną gazetą "Szaradzista"? Najpiękniejszym miastem na świecie Śniatyń, na dawnych Kresach Rzeczypospolitej, a w obecnej Polsce: Sopot! To cudowne móc obserwować, poprzez wspomnienia o Nim, jak tworzył swe kreacje, jakim był aktorem, jakim był człowiekiem. To odnajdujemy w cytowanych powyżej wypowiedziach. Z każdą przeczytaną historią nabieramy sympatii do naszego Bohatera (patrz np. objawy sympatii? lepsze, jak... skradziono Mu czerwoną jawę! aż chce się westchnąć: "gdzie są tacy złodzieje?").
"Gdy jest Pan na scenie jako aktor w otoczeniu innych aktorów - słucha się i ogląda tylko Pana. Szczęśliwy może być aktor, który ma tę władzę magnetyczną i osobowość, która pozwala mu całemu audytorium dawać, dawać pełnymi rękoma" - to niejaki M. F. Flosse-Wagner, "z paryskiego klubu Jamesa Deana". To świat, którego moje pokolenie nigdy nie pozna, nigdy nie podpatrzy i zupełnie jest skazane na to, co widzieli inni i ci inni opisali: t e a t r . Niezwykłe jest, co opowiadał Bogumił Kobiela o tym, jak przyjaciel nosił w kieszeni niepochlebne dla siebie recenzje. Ciekawe, że mimo oburzenia na autorów nigdy nie wysłał żadnego listu do redakcji gazet, które go atakowały. Sam Cybulski powiedział w jednym wywiadzie: "Na skutek [...] nieodpowiedzialnej krytyki jakże często następuje utrata wiary aktora w swoje siły lub utrata samokontroli. Krytyka tworzy też z dnia na dzień geniuszy i z dnia na dzień ich detronizuje".
Pani Dorota Karaś odsłania przed nami wiele epizodów z życia Cybulskiego. Ile zamieszania wokół ślubów z Elżbietą Chwalibóg-Cybulską. autorka nie uciekła od genealogii panny młodej. Mamy obraz rodzimej szlachty, którą na margines spychała nowa, niby-ludowa władza. Oto wspomnienie jednej z ciotek z... spowiedzi Zbigniewa C.: "Czekamy, czekamy, a mojego Zbyszka nie ma. W pewnym momencie słyszę straszny hałas. Przez otwarte drzwi kościoła zobaczyłam, jak podjechał na motorze. Po chwili wszedł do środka z potworną ilością rzeczy w rękach: kurtką, torbą, Bóg wie czym jeszcze. I z tym całym sprzętem dalej ładować się do konfesjonału! Dobrze, że motorem tam nie wjechał!". Jak w podobnej chwili nie uśmiechnąć się do naszego bohatera?
Cudowne są listy, kiedy Cybulski został ojcem (30 stycznia 1961 r.). "Co do imienia nie ma wątpliwości - będzie Maciek. Zbigniew Cybulski szaleje ze szczęścia" - odnotowuje z kronikarską sumiennością pani D. Karaś. A sam Cybulski wtedy pisał: "Dziecko nasze jest moją największą radością i wszystko, co robię - to z myślą o Was i dla Was. nic już nie chcę więcej od życia - bylebyście byli, byle mógłbym dla Was pracować i urządzić nareszcie te normalne warunki życia, i to mnie bardzo boli i dokucza". Wiele w tym pisaniu o... samotności, potrzebie domu, ludzkiej zawiści.
Można wiele zazdrościć Cybulskiemu. Na mnie zrobiło wrażenie spotkanie, które wspominał dość szczegółowo, a ja z niego biorę kilka linijek: "Przywitałem się w nienaturalnym pośpiechu i nienaturalnie serdecznie. Wewnątrz byłem zupełnie sparaliżowany. Tak poznałem Édith Piaf". Zjeść śniadanie, które przyniosła BB?
8 stycznia minie 50. rocznica śmierci Zbigniewa Cybulskiego. Wyrosły dwa pokolenia, do którego zaliczam się i ja (rocznik 1963). Czytając książkę Doroty Karaś zastanawiamy się, co z tego życia i twórczości zostało przy nas, ile jest w nas? Dobrze by było, gdyby młodsze pokolenie dotarło do tych stron. Chciałbym wierzyć, że wielu czytelników zbliży się do tego, co napisała Magdalena Grzebałtowska (a Znak skrupulatnie umieścił na stronie tytułowej): "Zbyszku! Kochałam się w Panu kiedyś. Aż przeczytałam tę biografię, Teraz płaczę nad Panem. I wciąż kocham". Trudno, żebym kochał Zbyszka Cybulskiego, ale podziwiam od pierwszego obejrzenia. Każdy ma pewnie swój ranking filmów, nie zdziwię się, jeśli mój pokryje się z wieloma innymi osobami, które uległy magii gry autorskiej Cybulskiego. Moje typy:
- "Popiół i diament"
- "Pociąg"
- "Giuseppe w Warszawie"
- "Jak być kochaną"
- "Do widzenia, do jutro"
- "Mistrz"
A może do życia trzeba podchodzić, jak Zbyszek Cybulski, który powiedział: "U mnie wiek jest całkowicie zależny od pogody. Czasem mam osiemnaście, a czasem siedemdziesiąt pięć, a tak naprawdę to się waham w okolicy trzydziestu jeden. (...) Jestem nastrojowcem. Czasami interesuje mnie miłość dwojga ludzi, czasem planeta Mars, kiedy indziej kulawy pies czy też to, że w ogrodzie botanicznym pomarzły kaktusy. Są to sprawy nastroju". Może to jest recepta na ciąg dalszy życia każdego z nas? Jeśli tyle pozostanie z tego czytania, to chyba... dobrze.
Jak bardzo wojna psychicznie zniszczyła dorastanie Zbyszka Cybulskiego oddaje, to co o Nim napisał Kazimierz Kutz: "Siłą motoryczną Zbyszka był lęk. Więcej: paniczny strach przed czymś, o czy nie mamy pojęcia. Na mnie robił zawsze wrażenie zbiega. [...] Prześladowało go jakieś nieustanne widziadło wojennej śmierci. [...] Nie waham się stwierdzić, że musiał przeżyć coś ostatecznego". Sam o sobie i swoim pokoleniu Aktor powiedział: "Mimo że wojna dawno się skończyła, ci ludzie pozostają ciągle pod jej wpływem i nie mogą znaleźć sobie miejsca".
Życie. Kariera. Filmy. Rodzina. Na fali różnych książek biograficznych o aktorach (i z aktorami) książka pani Doroty Karaś jest wyjątkowa - dotyczy LEGENDY! Pewnie, że mamy możność przeczytania (przypomnienia sobie?), co bliscy i dalsi mówili o NIM, jak GO postrzegali, jak GO oceniali:
- Wzrok. Zawsze się dziwili, dlaczego my ze Zbyszkiem w tych ciemnych okularach, czy to jakaś poza. To nie poza, tylko myśmy mieli kurzą ślepotę. Brak witamin i głód, groziło nam, że w ogóle nie będziemy widzieć. (Antoni Cybulski)
- Zbyszka Cybulskiego znałem, jak to się mówi, "od zawsze", to znaczy od wczesnego dzieciństwa. [...] Na nudnych lekcjach rysował rozmaite obrazki. Niestety żaden z nich się nie zachował. (Danuta Łomaczewska)
- Czasem chodziliśmy rano do kościoła. Pędziliśmy na piechotę polną miedzą - ja ze Zbyszkiem z tyłu, a przed nami Antek. Zbyszek dokuczał Antkowi, śmiejąc się z niego, że ma nogi prostowane na beczce. Bracia bardzo się różnili charakterami. (Zofia Cybulska)
- Zbyszek chował się między ludzi jak w lesie między drzewami, oni byli mu potrzebni. (Kazimierz Kutz)
- Zbyszek był niesamowity, kilka miesięcy po wojnie, a on już organizuje obozy harcerskie. Fascynowały go sprawy powstańcze i Szare Szeregi. Nosił przy sobie Kamienie na szaniec Kamińskiego, choć książka nie był wówczas jeszcze tak bardzo popularna. (Piotr Rotkiewicz)
- Mieliśmy wspólne hobby - jazdę na nartach. Zbyszek jeździł nieźle, ale bardziej turystycznie niż sportowo. (Karol Reinhard)
- Zbyszek miał taki stosunek do rzeczywistości: są rzeczy, które mi się podobają, takie jak odbudowa kraju, i takie, z którymi się nie zgadzam, na przykład proces księży. Stał raczej z boku, choć uczestniczyły we wszystkich zebraniach ZMP. (Ryszard Moskulak)
- ...Zbyszek biegał na pięć kilometrów, a ponieważ w ogóle nie uprawiał tej dyscypliny - wolał czerwone wino z goździkami - przybiegł chyba trzydzieści minut po zwycięzcy. Biegł sam. (Bogusz Bilewski)
- Brat wprawiał Zbyszka w nieustanne kompleksy, powtarzał, że ma za krótkie nóżki, wąskie ramiona, nieciekawe owłosienie, za dużą pupę. Bobek bardzo go kochał i z tej miłości dokuczał mu w sposób łagodny, ale permanentny. (Marek Kobiela)
- Zbyszek był mądry, mimo że czasem zachowywał się jak idiota. W tym moim jąkaniu, bladości, zauważył, że dla mnie ten teatr jest sprawą najważniejszą w życiu. (Mieczysław Kochanowski)
- Był wzruszająco niepraktyczny. (Bogumił Kobiela)
- Zarażał nas poezją. Wiele mu zawdzięczam. Miałam wykształcenie techniczne, brakowało mi wiedzy humanistycznej. Wyniosłam ją z Bim-Bomu. (Elżbieta Czapp-Cecuła)
- Gdy Zbyszkowi coś się nie podobało, mówił: "Wiesz, musimy to zmienić". (...) Musiało być tak, jak on chciał. Musiał postawić na swoim. Nie umiałem walczyć tak jak on. (Zbigniew Józefowicz)
- Miał zawsze mnóstwo pomysłów. Zarówno doskonałych, jak i chybionych. Ale było w czym wybierać! Szafował nimi z nieposkromioną rozrzutnością. (Adam Pawlikowski)
- On zawsze szarżował, lekko przerysowywał to, co robił. Można to porównać do śpiewaka, który fałszuje ćwierć tonu. [...] Miałem z nim pewne trudności, bo on, grając, nigdy nie powtarzał sytuacji. Każdy dubel to była dla niego nowa iskra, nowa propozycja zagrania. (Jerzy Kawalerowicz)
- Zbyszek miał karteczki z tekstem w różnych miejscach. Czasem pochylił się i coś przeczytał, czasem mówił z głowy. Nie chodziło o to, że nie mógł się nauczyć roli. On chciał mieć więcej wolności: w kostiumie, w tekście, w rozwiązywaniu scen, we własnej postaci. (Andrzej Wajda)
- Każdy aktor ma obowiązek być co najmniej pół godziny przed spektaklem w garderobie. Każdy, ale nie Zbyszek. Kogoś innego wyrzucono by na zbitą twarz, ale Zbyszek był już sławą i to na niego waliły tłumy do teatru. (Lucyna Legut)
- Zbyszek był na planie obowiązkowy, ale miał przy tym jedną bardzo fajną cechę. W każdym momencie, jak miał tylko wolną chwilę, schodził sprzed kamery, siadał na krześle i natychmiast zapadał w sen. On spał w każdej wolnej chwili. (Ryszard Ronczewski)
- Oświadczyny polegały na tym, że Zbyszek pojechał raz ze mną do moich rodziców do Giżycka, potem ja z nim wybrałam się do Katowic i na tym koniec. (Elżbieta Chwalibóg-Cybulska)
"Westerplatte - z niedowierzaniem oglądamy ten skrawek lądu, miejsce bohaterskiej obrony mjra Sucharskiego. W uszach brzmią nam wojenne komunikaty z września 1939 r. «Westerplatte borni się!». Warszawa - ze zgrozą zwiedzamy mrowisko gruzów, to, co jeszcze nazywa się Warszawa (...)" - skrupulatnie notował w harcerskiej kronice Zbyszek Cybulski. Po okupacyjnym świadectwie mamy okazję zerknąć do tego, jakie uzyskał maturzysta Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego dla Dorosłych w Dzierżoniowie z 1947 r.
"Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie na pierwszy kurs Wyższej Szkoły Aktorskiej w Krakowie. Prośbę motywuję chęcią poznania i opanowania kunsztu aktorskiego, jak również chęcią poświęcenia się w przyszłości pracy reżyserskiej. Liczę na przychylną decyzję Rady Pedagogicznej" - to podanie z 1949 r. Cytuję 99,9 % całości. To jest ten smaczek podobnych książek, kiedy Autorka dociera do podobnych dokumentów i nie chowa ich dla siebie, tylko ma możliwość ich upublicznienia. Trzeba przeczytać, jak wyglądał przebieg egzaminu i jaki był wynik. Od samych nazwisk, z kim był na roku można dostać zawrotu głowy: Kalina Jędrusik, Leszek Herdegen, Bogumił Kobiela! Okazuje się, że matka nie była zbyt szczęśliwa z wybory starszego syna.
"Nie mieliśmy poczucia, że cenzura bardzo ingeruje w to, co robimy. Zawsze na próbie generalnej był ktoś, taka postać, o której Zbyszek mówił: «Uważajcie, na sali jest towarzysz Pieciun»" - to wypowiedź scenografa z gdańskiego teatru Bim-Bom. Niemal magiczne słowo! I choć nie jestem historykiem polskiego teatru zapadło w pamięci, że to właśnie Cybulski, Fedorowicz (Jacek), Kobiela - stanowili trzon, mózgi, duszę tego niezwykłego artystycznego przedsięwzięcia w Gdańsku. "Jedni uważają,, co było do przewidzenia, że program jest zbyt elitarny, że wymaga tzw. myślenia, drudzy uważają to za plus. Czynniki różnie. Mają zarzuty od strony ideologicznej (duch, pewien nihilizm i apolityczność poszczególnych numerów) - niemniej uważają za duże osiągnięcie kulturalne na Wybrzeżu" - to z listu Cybulskiego do Kutza. Trudno sobie wyobrazić, jak Cybulski stał za kulisami "...i trząsł się jak osika. dopiero huraganowe brawa na widowni przywołały go do rzeczywistości" - wspominał T. Chrzanowski. Cudownie urokliwe są anegdoty szczególnie te przybliżające relacje między Kobielą i Cybulskim. ale na to trzeba sięgnąć do książki pani Doroty Karaś.
Ile bym dał, aby zobaczyć występ "Bim-Boma" w Warszawie. Tak, na widowni sam Cyrankiewicz z ówczesną żoną Niną Andrycz, pączki od Bliklego. Zobaczyć na widowni samego mistrza Słonimskiego! Widzieć, jak Cybulski tańczył na Краснoй площадьй w Moskwie! Bezcenne! Opinii, recenzji z występów - one tylko mogą przybliżyć ten czas artystycznego wybuchu. Czy jednak oddać atmosferę? Wątpię. Cudowne słowa samego Ibisa-Wróblewskiego: "Motyl zwiastujący wiosnę? Rękawica rzucona teatrom zawodowym? [...] Bim-Bom. Studencki Teatrzyk Satyryczny z Gdańska trudno zamknąć w jednym porównaniu".
Pewnie, że każdy film Zbyszka Cybulskiego znajduje swój ślad, swoje miejsce w książce pani Doroty Karaś. Zresztą rozdziały są tytułami Jego filmów, np: "Milczenie", "Pokolenie", "Niewinni czarodzieje", "Giuseppe w Warszawie" czy "Salto". Powtórzę wytarty komunał, że "Popiół i diament" zdobył mnie pierwszym oglądaniem. Było mi niezmiernie miło, kiedy kilka lat temu mój Syn zaprosił mnie do kina na odnowiony komputerowo ten film Andrzeja Wajdy! "...byłem bardzo speszony, gdy Wajda, zrezygnowawszy z kilku kandydatur, zdecydował ostatecznie, że Maćka Chełmickiego zagra Cybulski. Nie dlatego, abym zdolnościom aktorskim Cybulskiego nie ufał, tylko całkiem inaczej wyobrażałem sobie sylwetkę Chełmickiego. Chełmicki w okularach? Koszmar, nieporozumienie" - to opinia samego Jerzego Andrzejewskiego. Nieporumienieniem by było gdyby tą rolę dostał ktoś inny. Wspaniałe są cytowane tu wypowiedzi Janusza Morgensterna czy samego Andrzeja Wajdy. A Cybulski: "Za chwilę będą kręcić, a ja nie mam klucza do roli. oparłem się o drzwi". Cudownie jest móc poznawać szczegóły realizacji tego niezwykłego filmu. Podoba mi się stwierdzenie Autorki: "Gdyby istniał oficjalny przelicznik wybitnych scen na metr taśmy filmowej, Popiół i diament znalazłby się na pewno w światowej czołówce". Co tam moja opinia o filmie, jest wypowiedź samego Sławomira Mrożka: "Pamiętam mój stan po wyjściu z kina, nie tylko mój, ale wszystkich, którzy ten film widzieli. Poczucie, że wzięło się udział w czymś wyjątkowym, co zdarza się tylko raz na wiele lat. Byłem przejęty i wstrząśnięty. I rozglądałem się dookoła, jakby rzeczywistość została przemieniona". Pewnie, że głosów jest więcej (bo i np. S. Lema czy W. Woroszylskiego). Autorka przypomina: "Robert De Niro pytany o to, dlaczego w filmie Taksówkarz wkłada ciemne okulary, odpowiada, że zrobił to w hołdzie Zbigniewowi Cybulskiemu". Nie wiedziałem. "Gdy Cybulski przyszedł na zdjęcia do Popiołu i diamentu ubrany po swojemu, powinienem mu powiedzieć: «Zbysiu, czyś ty zwariował? Przebierz się w kostium, bo kręcimy historyczny film». Ale pozwoliłem mu grać, jak chciał, i to mnie uratowało. On był już wtedy bohaterem następnego pokolenia, a nie generacji w długich butach, którą znaliśmy z filmów starszych reżyserów" - nie mogło zabraknąć głosu Andrzeja Wajdy. I na tym koniec!
Majakowski, Dostojewski, Hemingway, Wyspiański, Czajkowski, Gershwin, Ben Shahn, James Dean, Audrey Hepburn - to były artystyczne wybory Zbyszka Cybulskiego, jakie ujawnił w ankiecie dla tygodnika "Film". Nie ujawnił ulubionej postaci literackiej i historycznej. Ulubioną książką był "Mały Książę", a najchętniej czytaną gazetą "Szaradzista"? Najpiękniejszym miastem na świecie Śniatyń, na dawnych Kresach Rzeczypospolitej, a w obecnej Polsce: Sopot! To cudowne móc obserwować, poprzez wspomnienia o Nim, jak tworzył swe kreacje, jakim był aktorem, jakim był człowiekiem. To odnajdujemy w cytowanych powyżej wypowiedziach. Z każdą przeczytaną historią nabieramy sympatii do naszego Bohatera (patrz np. objawy sympatii? lepsze, jak... skradziono Mu czerwoną jawę! aż chce się westchnąć: "gdzie są tacy złodzieje?").
"Gdy jest Pan na scenie jako aktor w otoczeniu innych aktorów - słucha się i ogląda tylko Pana. Szczęśliwy może być aktor, który ma tę władzę magnetyczną i osobowość, która pozwala mu całemu audytorium dawać, dawać pełnymi rękoma" - to niejaki M. F. Flosse-Wagner, "z paryskiego klubu Jamesa Deana". To świat, którego moje pokolenie nigdy nie pozna, nigdy nie podpatrzy i zupełnie jest skazane na to, co widzieli inni i ci inni opisali: t e a t r . Niezwykłe jest, co opowiadał Bogumił Kobiela o tym, jak przyjaciel nosił w kieszeni niepochlebne dla siebie recenzje. Ciekawe, że mimo oburzenia na autorów nigdy nie wysłał żadnego listu do redakcji gazet, które go atakowały. Sam Cybulski powiedział w jednym wywiadzie: "Na skutek [...] nieodpowiedzialnej krytyki jakże często następuje utrata wiary aktora w swoje siły lub utrata samokontroli. Krytyka tworzy też z dnia na dzień geniuszy i z dnia na dzień ich detronizuje".
Pani Dorota Karaś odsłania przed nami wiele epizodów z życia Cybulskiego. Ile zamieszania wokół ślubów z Elżbietą Chwalibóg-Cybulską. autorka nie uciekła od genealogii panny młodej. Mamy obraz rodzimej szlachty, którą na margines spychała nowa, niby-ludowa władza. Oto wspomnienie jednej z ciotek z... spowiedzi Zbigniewa C.: "Czekamy, czekamy, a mojego Zbyszka nie ma. W pewnym momencie słyszę straszny hałas. Przez otwarte drzwi kościoła zobaczyłam, jak podjechał na motorze. Po chwili wszedł do środka z potworną ilością rzeczy w rękach: kurtką, torbą, Bóg wie czym jeszcze. I z tym całym sprzętem dalej ładować się do konfesjonału! Dobrze, że motorem tam nie wjechał!". Jak w podobnej chwili nie uśmiechnąć się do naszego bohatera?
Cudowne są listy, kiedy Cybulski został ojcem (30 stycznia 1961 r.). "Co do imienia nie ma wątpliwości - będzie Maciek. Zbigniew Cybulski szaleje ze szczęścia" - odnotowuje z kronikarską sumiennością pani D. Karaś. A sam Cybulski wtedy pisał: "Dziecko nasze jest moją największą radością i wszystko, co robię - to z myślą o Was i dla Was. nic już nie chcę więcej od życia - bylebyście byli, byle mógłbym dla Was pracować i urządzić nareszcie te normalne warunki życia, i to mnie bardzo boli i dokucza". Wiele w tym pisaniu o... samotności, potrzebie domu, ludzkiej zawiści.
Można wiele zazdrościć Cybulskiemu. Na mnie zrobiło wrażenie spotkanie, które wspominał dość szczegółowo, a ja z niego biorę kilka linijek: "Przywitałem się w nienaturalnym pośpiechu i nienaturalnie serdecznie. Wewnątrz byłem zupełnie sparaliżowany. Tak poznałem Édith Piaf". Zjeść śniadanie, które przyniosła BB?
8 stycznia minie 50. rocznica śmierci Zbigniewa Cybulskiego. Wyrosły dwa pokolenia, do którego zaliczam się i ja (rocznik 1963). Czytając książkę Doroty Karaś zastanawiamy się, co z tego życia i twórczości zostało przy nas, ile jest w nas? Dobrze by było, gdyby młodsze pokolenie dotarło do tych stron. Chciałbym wierzyć, że wielu czytelników zbliży się do tego, co napisała Magdalena Grzebałtowska (a Znak skrupulatnie umieścił na stronie tytułowej): "Zbyszku! Kochałam się w Panu kiedyś. Aż przeczytałam tę biografię, Teraz płaczę nad Panem. I wciąż kocham". Trudno, żebym kochał Zbyszka Cybulskiego, ale podziwiam od pierwszego obejrzenia. Każdy ma pewnie swój ranking filmów, nie zdziwię się, jeśli mój pokryje się z wieloma innymi osobami, które uległy magii gry autorskiej Cybulskiego. Moje typy:
- "Popiół i diament"
- "Pociąg"
- "Giuseppe w Warszawie"
- "Jak być kochaną"
- "Do widzenia, do jutro"
- "Mistrz"
A może do życia trzeba podchodzić, jak Zbyszek Cybulski, który powiedział: "U mnie wiek jest całkowicie zależny od pogody. Czasem mam osiemnaście, a czasem siedemdziesiąt pięć, a tak naprawdę to się waham w okolicy trzydziestu jeden. (...) Jestem nastrojowcem. Czasami interesuje mnie miłość dwojga ludzi, czasem planeta Mars, kiedy indziej kulawy pies czy też to, że w ogrodzie botanicznym pomarzły kaktusy. Są to sprawy nastroju". Może to jest recepta na ciąg dalszy życia każdego z nas? Jeśli tyle pozostanie z tego czytania, to chyba... dobrze.
Brak komentarzy:
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.