
Jako wnuk Kresów (tych wileńskich) mam od dawien dawna ugruntowany pogląd na temat, jaką podjęła w swojej książce pani Dagmara Dworak. W wileńskiej części mej rodziny (czyli równe 50%) od zawsze żywe były tradycje i pamięć o zsyłkach, jakie Sowieci (w ramach eksterminacji narodu polskiego) zaczęli przeprowadzać od lutego 1940 r. Nie da się zapomnieć, jak w szkole średniej moja polonistka (trzeba to podkreślić: bardzo anty- nastawiona do systemu komunistycznego) wyartykułowała zdanie, które mnę wstrząsnęło: "17 września 1939 r. był błogosławieństwem dla Polski i Polaków". Szlag mnie mało nie poraził. Najłagodniejsze z moich zdań, jakie zaległo w mej uczniowskiej części mózgu brzmiało: "Ładne mi błogosławieństwo, gdybym urodził się na Kamczatce!". Moja rodzina (zamieszkała wtedy w zaścianku Trepałowo, województwo wileńskie) nie została wywieziona. Dotknęło to rodzinę siostry mego Dziadka, ciotki Jadwigi Ostrowskiej. Powód. Wujek, Jan Ostrowski, był osadnikiem wojennym. Wcześniej żołnierz cara Mikołaja II, potem J. Piłsudskiego, by na koniec razem z gen. Lucjanem Żeligowskim zdobywać w październiku 1920 r. Wilno. Zasłużył na zsyłkę? Według sowieckiego oprawcy/okupanta - TAK. Wydawnictwo Rebis, dla takich jak ja (zainteresowanych martyrologią Kresów) wydali książkę pt. "Kromka chleba. Poruszające wspomnienia z syberyjskiego zesłania. Podróż po 70 latach na miejsce zsyłki", której autorką jest pani Dagmara Dworak. Zaskoczeniem na sam początek kontaktu z tą książką jest zdjęcie na jednym ze skrzydeł okładki... aktorki pani Joanny Brodzik. Okazuje się, że z tejże okładki patrzą na nas przodkowie pani Joanny! Tak, to opowieść o babci, jej rodzicach i rodzeństwie. Mogę czuć się zaskoczony.