poniedziałek, maja 09, 2022
Pandemiczne opowieści - odsłona XXXIX - dreszcze brata Ampeliusza
Zakonnik lękliwie odwrócił się. Głos za pleców był barytonem czcigodnego ojca Izajasza. Nie zwykł był on swoją osobą niepokoić bez przyczyny. Wysyłał z reguły brata Celeryna. Oto była każąca ręka sprawiedliwości. Nie daj Panie, aby coś przeciw regule zakonu sprzeniewierzyć. Razy, jakie swoimi witkami wymierzał na długo zostawały w pamięci. A jeśli kto był uparty, jak osioł lub wredny ten czuł je bardzo długo, bo i kara była powtarzana aż do skutku, czyli zrozumienia. Choć ostatnio Celeryn jakoś znikł z krużganków. Nikt tam nie płakał za jego widokiem i witkami.
- Bracie Ampeliuszu!
- Tak, czcigodny... - i już pochylił się, aby pocałować dłoń ojca zakonu, ale ten znowu zachował się dziwnie, bo skrył dłonie w kieszeniach swego habitu.
- Są ważniejsze sprawy, bracie Amepliuszu!