sobota, listopada 24, 2018

Lec(-zenie) fraszką i satyrą - odsłona I

Stanisław Jerzy Lec, pseud. literacki Stach, właściwie baron Stanisław Jerzy de Tusch-Letz – polski poeta, satyryk i aforysta (1909-1966) - taki najkrótszy rys biograficzny można znaleźć, gdy tylko wrzucimy odpowiednią frazę w wyszukiwarkę internetową. Z dziwnie ukształtowanego swą zawartością księgozbioru mego śp. Ojca (1936-2006) wygrzebałem książki różniste, a wśród nich trzy tomiki właśnie Stanisława Jerzego Leca: "Życie jest fraszką. Fraszki i satyry" (Książka, Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1948), "Z tysiąca i jednej fraszki" (Państwowe Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1959), "Do Abla i Kaina" (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1961). One to staną się podstawą nowego cyklu, pt. "Lec(-zenie) fraszką i satyrą ".

Nie chcę pisać teraz biografii Autora. Przypomnienie Jego sylwetki chyba zostawię sobie na 110 urodziny tegoż. Wiem, że są  p l a m y , o h y d z t w o . Nie wolno zapominać o kolaboracji we Lwowie. W ogóle łagodnie opinia narodowa obeszła się z tymi, którzy poszli na kulturalną współpracę z okupantem sowieckim w latach 1939-1941. Stanisław Jerzy Lec swoim talentem uwiarygadniał to, co stało się po 17 IX 1939 r. Niestety.
Odsłoną I są dwa utwory odnalezione w tomie "Z tysiąca i jednej fraszki". Oczywiście szukam takich, które łatwo byłoby można zacytować współcześnie. Nic nie straciły ze swej ostrości.  

"Każdemu, co mu się należy":

Każdy idiota
ma swego Herodota.
Każdy niedojda
ma swojego Freuda,
a każda szmira 
swojego Szekspira.
Każdy kształt mięsa
ma swego Rubensa.
Każda idylla
ma swego Wergila.
Każda migrena
swojego Szopena.
Każda Sodoma
swojego Brantoma.
Każda afera
ma swego Homera,
a każda draka
swojego Balzaka

     Morał

Nic nie mija bez echa -
Chyba, że "nic" ma pecha.

Powinna zaboleć aktualność w treści i formie. Dorzucam kolejny utwór "U małp":

I goryle, i szympanse
mają swoje parlefranse,
swe kokosy i finanse,
i wyznania, i bilanse,
swoje anse i romanse,
szały swoje, perdystanse,
nory i pale de danse,
swoje szanse, mezalianse,
szmendefery, preferanse,
swe awanse, konwenanse,
"Jupitery - swe tonanse",
mordobicia i niuanse,
polityczne kontredamse,
małpy swe, homo szympanse...
Honny soit qui mal y pense!*

Na koniec fraszka z 1938 r. Tak, liczy sobie okrągłe lat 80-ąt. Na wakacyjny czas zadumy jak znalazł, dla tych, których Naród odesłał na Wiejską 4/ 6/ 8 - ku przestrodze?

Jeśliby żył dziś Rejtan nowy,
Leżałby krzyżem w drzwiach sejmowych
I grzmiałby patriotycznym głosem.
(Choć prawda - nie byłby dziś posłem)**.


Zaczęcie tego cyklu dziś, 14 lipca, nabiera historycznej wymowy! Już był kiedyś Władca, co nie słuchał głosu Narodu! I ten Naród odpowiedział rewolucją, zburzeniem Bastylii, Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela, ba! szafotem!

* dewiza brytyjskiego Orderu Podwiązki: hańba temu, kto widzi w tym coś nieprzystojnego 
** cytowane ze stron: 35, 41, 17 
***  zdjęcie Sejmu, stan z 28 X 2011 r., foto Autor blogu

1 komentarz:

  1. Oceniając teraźniejszość przez pryzmat przeszłości, darmo można szukać takiego "coś",co pecha nie miało...
    Powtarzając za Janem z Czarnolasu:
    "Cieszy mię ten rym: "Polak mądry po szkodzie";
    Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,
    Nową przypowieść Polak sobie kupi,
    Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi."
    Chociaż , wczoraj odnalazłam refleksję w senacie [;)]przy okazji zaproszenia tam p.prof.Gersdorf aktualnej, lub w stanie spoczynku(tego nie ustalili nawet członkowie partii rządzącej),Prezes Sądu Najwyższego.
    Jak zauważył jeden z widzów"Szkiełka"- " Senat miejscem refleksji bezdennej".
    I straszno i smieszno...

    Mona

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.