
"Choć czytelnicy mogą dojść do wniosku, że Mary, która przeżyła, miała «szczęście», i zakładać, iż po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych wróciła do beztroskiego życia nastolatki, to większość z nich rozumie, że życie ocalałych po takiej traumie - a dzieci może najbardziej - pod wpływem prześladowań zmienia się raz na zawsze, ich przyszłość ulega przemianie wskutek grozy, poniesionych strat oraz wyborów, jakich niegdyś musieli dokonywać" - to fragment (jeden akapit, jedno zdanie) Susan Pentlin z jej "Wstępu". Piszę "jej", bo jest jeszcze "Przedmowa do wydania z 1945 roku" pióra S. L. Shneiderman. To o nim czytamy we "Wstępie": "...sam umknął z podbitej przez nazistów Europy, spotkał się z dziewiętnastoletnią wówczas Mary Berg w porcie, do którego zawinął statek. Dowiedział się, że dziewczyna przywiozła dziennik zawierający opis przeżyć jej krewnych w getcie warszawskim, spisanym po polsku w dwunastu kołonotatnikach". Mamy przed sobą blisko 350 stron życia i dramatu. Strach brać się do lektury. Bo czego możemy się po niej spodziewać? Radości? Uniesienia? Zachwytu? NIE! Śmierci, okrucieństwa, zagłady! Mary Berg pozostawiła po sobie ważny dokument tamtego okrutnego czasu: "Pamiętnik. Relacja o dorastaniu w warszawskim getcie", który przypomina nam Wydawnictwo Prószyński i S-ka, w tłumaczeniu Adama Tuza. Aż dziw, że ten wstrząsający zapis mordowania Narodu ukazał się w Polsce po raz pierwszy dopiero w 1983 r.?