"Nie chcemy i nie będziemy tworzyć własnej administracji na terytorium Polski, ponieważ nie chcemy wtrącać się do wewnętrznych spraw Polski. Powinni to zrobić sami Polacy. Dlatego tez uznaliśmy za konieczne nawiązać kontakt z Polskim Komitetem wyzwolenia Narodowego [...]" - zapewniał Józef Stalin w depeszy do swego angielskiego sojusznika Winstona Churchilla. Odbiera mowę, kiedy czyta sie ten sam dokument jeszcze dalej: "Nie znaleźliśmy w Polsce żadnych innych sił, które mogłyby stworzyć polską administrację. Tak zwane organizacje podziemne, kierowane przez Rząd Polski w Londynie, okazały się efemerydami pozbawionymi wpływu"*. I to pisał człowiek, który demolował struktury tego podziemnego państwa od chwili przekroczenia granicy polsko-sowieckiej w styczniu 1944 r. Właśnie, co zagarnięto (po operacji "Ostra Brama") w Wilnie dowództwo tamtejszego Okręgu Armii Krajowej.
Wygrzebałem tę książkę w koszu z przecenioną literaturą w pewnym hiper-markecie. Z 29 zł. super cena, która skusiła mnie, to zaledwie 9 zł. 99 gr. Wprawdzie dźwięk tytułu mną wstrząsnął (ilekroć słyszę o onym "cudzie", to jako piłsudczyka trzepie mnie, jak nadmiar ciśnienia!), ale nie miałem innego wyjścia: "Cud nad Wisłą" Kaarlo Kurko, w tłumaczeniu Bożeny Kojro, Wydawnictwa Bellona musiał zasilić mój księgozbiór. Zaintrygował mnie Autor i podtytuł: "Wspomnienia fińskiego uczestnika wojny polsko-rosyjskiej w roku 1920".