"Naród polski wydał ze swego łona niemało bohaterów. Lecz bohaterów podobnych generałowi Świerczewskiemu niewielu jest w naszej historii" - to wypowiedź natchnionej druhny drużynowej z pewnego liceum w Przemyślu. Wymienia się Ją w książce z imienia i nazwiska. Pozwolę sobie jednak darować ten szczegół. Sam w latach 70-tych należałem do Szczepu ZHP, którego patronem był generał Walter, ba! swoją drogę nauczycielską zaczynałem w Nakle nad Notecią, gdzie szkole przyświecał duch tegoż samego bohatyra. Nie dość na tym: nieopodal miejsca mego zamieszkania był skwer poświęcony temuż: betonowa ściana z wypisanym imieniem i pseudonimem, cokół, a na nim popiersie. Jeszcze w połowie lat 80-tych XX w. postępowała dewastacja oblicza. Dziś nie ma po nim śladu! Tylko starzy mieszkańcy (a ja już zaczynam sie do takowych zaliczać) pamiętają, że taki koszmar stał w tym miejscu, gdzie dziś trawnik, klomb i alejki.
Nie potrafię loginie wytłumaczyć czemu tak długo zwlekałem, skoro książka pani Ewy Zawistowskiej leżała dosłownie na wyciągniecie ręki. A może to... lęk? "Dziadek Władek", to przecież o pasjonującym mnie Poecie, ale i o Ance, i ich rodzinie. I chyba wspomnienie o Ance (zawsze chciałem, aby moja córka nosiła to imię) właśnie zatrzymywało mnie. Na książce rósł stos innych tytułów. A ja zerkałem na grzbiet i zachodziłem w głowę: kiedy wezmę się za ten tom? Nie, nie pchnął mnie tu... Marek Hłasko, który gościł tu jakiś czas temu. Aliści sprawił, że w archiwum blogu zalega kolejny odcinek cyklu "Mój Broniewski".