środa, lutego 23, 2022
Pandemiczne opowieści - odsłona XXXVII - przodek
- No nareszcie - Fiord Västerbottens aż cmoknął, kiedy rozwinął ostatnią warstwę zabezpieczenia. Rozejrzał się po gabinecie. Zdjął pejzaż Nordströma i oparł o kwietnik. Z wrażenia aż drugi raz cmoknął. A to nie było byle jakie cmokanie, to zachwyt, jaki wywołałaby nominacja ministerialna lub zaproszenie na audiencję do Drottningholm Slott. Cofnął się i z miną bohatera spod Breitenfeld orzekł: Przodek!
Bertil Ansgar chrząknął, przypominając o swej obecności.
- Piękny!
- Jaki przodek?! - obruszył się Bertil, dla pewności poprawił okulary - Przecież to Johann Sebastian Bach! Każde dziecko o tym wie.
- Przesadzasz - Fiord Västerbottens nie przestawał sycić wzroku i serca widokiem nabytku. - Znalazłbym wielu Szwedów, którzy nie mają o nim pojęcia.
- Równie dobrze mógłbyś powiesić tu Gustawa Adolfa.
- Dodaj: drugiego - Fiord Västerbottens błysnął erudycją i błyskawicznością dopełnienia.
- A jak wyjaśnisz nuty w ręku tego... niby... przodka...? - na końcu wypowiedzi Bertila drżała nutka ironii.
- Nuty? - Fiord Västerbottens zmrużył oczy. - Wiesz, że nie zauważyłem? Hę. Niby kto ma się zbyt przypatrywać. Wisi w takim miejscu, że nikomu do łba nie strzeli, aby sprawdzać, co praprapradziad trzyma w ręku.
- Praprapradziad? Fiord! Nie poznaję ciebie. Czy myślisz o Axelu Västerbottensie? - Bertil hamował się. Tak bardzo nie chciał urazić przyjaciela i dalej szanować godną pielęgnowania zasadę gościnności. - Czy nie był rybakiem, jak jego wnuk, a twój dziadek Einar? Sam mówiłeś, że śmierdział śledziami i dorszem na pół okolicy.
- Podpadli Bernadottom i podupadli!
- Co ty klepiesz?! - Bertil nie wytrzymał jednak. Ostatnia nitka cierpliwości pękła nieomal z hukiem. - Niby czym podpadli?! Śledzi na czas nie dowieźli?!
- Byli za wolnością dla Norwegów. Zapominasz, że dziadek Einar znał Nansena.
- I pewnie z Amundsenem gnał na biegun południowy?! - Bertil czuł, że brak mu nie tylko argumentów, ale i powietrza. - Toż twój dziadek był młodszy od mego, rocznik 1910. To jak znał Nansena? W kołysce?! Stał pewnie w tłumie, gdy ten jechał drogą?!
- Twoje niedowiarstwo nie dotkną mnie Bertil - Fiord Västerbottens z kolei czuł wzrastanie dumy rodowej z każdą wypowiadaną sylabą. - Ty mi po prostu zazdrościsz.
- Ja tobie? Czego?!
- Koneksji!
- Do dorsza i śledzia?
- Skończ z tą ichtiologią! - Fiord Västerbottens po raz pierwszy uniósł brwi, a to była oznaka, że zbliża się jakaś ostateczność w polemice. - Ja swoje wiem. A kto pod Narwą dobył pierwszy pałasza i rzucił się na armaty cara Piotra? Egil Peter Västerbottens!
- Uważasz, że jesteś jedynym Västerbottensem w Szwecji? Mam dwóch kolegów o tym nazwisku, a z tego, co mi wiadomo nie są twoimi kuzynami czy innymi pociotkami.
- A ja tam swoje wiem! - uciął Fiord Västerbottens z miną znawcy. - My Västerbottensowie byliśmy dziećmi czynu. Gdyby Carl Västerbottens był pod Lützen, to nasz Lew ryczałby nadal nad Europą.
- A gdzie wtedy był Carl? Ryby łowił w Zatoce Botnickiej?
- Bertil! Bertil! - dwukrotne powtórzenie imienia przyjaciela było już jawnym wypowiedzeniem wojny. - Nie będę znosił tu tych obelg!
- Jakich obelg?!
- Kwestionujesz heroiczność mego rodu.
- Sam opowiadałeś, że ten Axel był znajdą i pastor Västerbottens go usynowił.
- Pastor? - Fiord Västerbottens wybałuszył oczy, jakby na portrecie przodka pojawiła się skaza, musze gówno. - To podła, lewacka insynuacja!
- Lewacka? - Bertil oniemiał. - Wiesz, można mnie o różności podejrzewać, ale nie że czytam "Internationalen". W życiu! Ja lewak?
- Zleciłem badania genealogiczne! - Fiord Västerbottens dawał za wygraną. - Trochę to kosztowało, ale opłacało się.
- Zrobiłeś badania?
- To się nazywa: kwerendą! - Fiord Västerbottens rósł z każdym użytym argumentem, zdawało się nawet, że już unosi się nad ziemią kilka centymetrów. - Przekopano archiwa w Sztokholmie, Uppsali, Göteborgu i Zweibrücken!
- Zweibrücken?! - powtórzył z niedowierzaniem Bertil. - Tam też handlowali?
- Wywodzili się!
- Aha! - w oczach Bertila pojawiło się współczucie dla przyjaciela. Nie przewidział, że wycieczki do Niemiec służyły tak nobilitującym skutkom. - To może i herb masz?
- W drugim kartonie! - Fiord Västerbottens wskazał na nie rozpakowane pudło.
- Martwisz mnie, przyjacielu.
- Ja?
- Nie, Pippi Långstrump!
- A to czemu, jeśli mogę spytać?
- Dopóki handlowałeś śledziami, dorszami i całą tą pozostałą ichtiologią, to byłeś normalny...
- Normalny? - przerwał mu Fiord Västerbottens.
- Nie przerywaj mi! - Bertil uniósł głos o jeden takt. - Tylko czekać, aż powiesz, że jesteś potomkiem Haralda Blåtanda czy nawet Ragnarra Loðbróka!
- Lepiej! - Fiord Västerbottens naprawdę sprawiał wrażenie, jakby wchodził do Ziemi Obiecanej.
- Tylko nie mów, że masz coś wspólnego z Odynem lub Baldurem, bo zaraz dzwonię po lekarza!
- Wiedziałem, że tak to odbierzesz!
- Martwię się!
- Martwisz?! O! nie, ty mi zazdrościsz. Ledwo przełknąłeś Egila Petera! Patrzyłem, widziałem twoją reakcję. Już, jak chrzciłem jacht, to kręciłeś nosem.
- Bo...
- Bo dałem mu na imię "Fjörgyn"!
- Na bogów!
- Nie bluźnij! - Fiord Västerbottens przybrał minę sędziwego druida, który staje w obronie Arkony.
- Czy nie możemy dalej handlować śledziami i dorszami?
- Uwiera ci moja genealogia! Wiedziałem! Wiedziałem! - cud, że Fiord Västerbottens nie stał się wcieleniem Thora, bo pewnie w tej chwili cisnąłby prosto w twarz przyjaciela toporem lub młotem.
- A ja ma urodziny razem z Björnem Borgiem - i o czym to ma świadczyć?
- Naprawdę masz urodziny z Borgiem?
- Tak, 6 czerwca. Zapomniałeś?
- Nie, no... co ty... Przecież pamiętam, każdego roku...
- No, jakoś od trzech lat... nie... pamiętasz - przypomniał Bertil.
Fiord Västerbottens pierwszy raz tego dnia zmieszał się.
- Możliwe, że... Te badania, rozjazdy... Rozumiesz?
- Rozumiem.
Fiord Västerbottens spojrzał na portret przodka z rysami twarzy J. S. Bacha:
- Ale musi przyznać, przyjacielu, że przodek mi się udał?
Bertil Ansgar nic nie odpowiedział. Wolał przełknąć zimny łyk kawy (a nie cierpiał zimnej kawy!), niż dalej walczyć z Fiordem Västerbottensem o jego przodków, herby i odnalezione pod kurzem historii związki z Odynem lub Baldurem. Wolał sobie wyobrazić przyjaciela, jako ławicę śledzi, która zamienia się w nowiuśkie banknoty €! W tej chwili zrodziła się jednak myśl, że kiedy opuści gabinet Fiorda, to natychmiast zadzwoni do doktora Gunnara Halvarssona. Uznanego autorytetu w psychiatrii klinicznej.
K u r t y n a !
Brak komentarzy:
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.