piątek, marca 19, 2021
Pandemiczne opowieści - odsłona XXI - Barett Hill
Barett Hill zwolnił. "Ross" szarpnął. Poklepał go po karku. Ledwo co przestało padać. Nie było gdzie się skryć przed zdradliwym deszczem. Jedynie "Dante" zdawał się szczęśliwy. Moczenie łap w kolejnej kałuży chyba brał za dobrą zabawę. Jedno było pewne: nie omijał ich. Szli równo. Donikąd się im nie spieszyło. Dla "Rossa" to nie był stan normalności. Galop, kłus, ale to tu, jakieś brodzenie i jakby kręcenie wokół własnego ogona nie służyło mu, i jakoś nie pasowało.
Pierwsze zabudowania już pojawiały się w zasięgu wzroku. To, co nieuniknione było kwestią mocniejszego spięcia ostrogą. Tylko, że Barett Hill od lat nie używał ostróg. Zdjął je kiedyś, a właściwie cisnął w kąt stodoły. Potem, przy jakieś okazji, Mark Rollins je znalazł i zapytał czy może je zabrać. "Chcesz? To bierz" - odparł mu, a ten pobiegł z nimi, jakby unosił do domu skalp Geronimo.
