"Położono rannego pośrodku carskiego gabinetu. Przybiegła księżna Jekatierina i pomagała chirurgom bandażować nogi męża. Upływu krwi nie udało się zatamować. rodzina carska zebrała się wokół łoża umierającego. Po policzkach kobiet i mężczyzn płynęły łzy. Przy łożu konającego przebywał, blady z przerażenia, dwunastoletni następca tronu, wielki książę Mikołaj Aleksandrowicz, przyszły cesarz" - taki skutek zamachu z 1/13 marca 1881 r. daje nam w sumiennie wypracowanej monografii
"Romanowowie. Imperium i familia" Andrzej Andrusiewicz, jaką z edytorskim pietyzmem mamy dzięki zacnemu
Wydawnictwu Literackiemu. Ofiarą zamachu Ignacego Hryniewieckiego był car Aleksander II Mikołajewicz (1855-1881), kat powstania styczniowego. To z namaszczeniem JIM oprawcy typu Fiodor Berg i Michaił Murawiow utopili w morzu krwi niepodległościowy zryw Polaków w 1863 r. Nie skończę tego przypominać różnym telewizyjnym kulinarnym gwiazdom, które wieszają portrety ONYCH w reformowanych przez siebie lokalach. Powtarzam się? Wiem. W tej kwestii będę niczym
Marcus Porcius Cato (czyli Katon). Car-oprawca był chyba bohaterem najkrótszego postu na całym moim blogu. Zerknijcie
"pod datę" 22 stycznia 2013 r. Ani data, ani rocznica przypadkowa. Wtedy (za prof. S. Kieniewiczem) przypomniałem pewien list autorstwa Aleksandra II. Polecam jego lekturę.