Wiem, co powiecie: artystka, który rozmieniał swój talent na drobne. I to bardzo drobne! Po wielokroć malował, kopiował, powtarzał te same motywy. Na koniec nieomal stał się... wyrobnikiem swego genialnego talentu. Kiedyś nie rozumiałem, jak mistrz Ludwik Sempoliński biadolił w TVP czy jakimś prasowym wywiadzie nad talentem swego wychowanka Bohdana Łazuki, że ten "odcinał kupony od swego talentu". Nic na to nie poradzę, ale ja kocham Wojciecha Kossaka. Ciekawe, że nigdy jeszcze Mistrz nie pojawił się w tym cyklu. Owszem znajdziemy mnóstwo przykładów bycia GO tu, ale konkretnie pośród Wirtuozów pędzla i palety - brak. Niedopatrzenie godne bata! Nieobecność nie usprawiedliwiona. I nie uprawniona.
Tym razem monograficzne ujęcie jednego płótna i kilku na jego temat "wariacji". Niezwykłe ujęcie dramaturgi bitwy pod Grochowem (25 II 1831 r.).
Nie, nie zapominam. Dziś 25 lutego. 185. lat temu na karty polskiej historii zostały wpisane nazwy: GROCHÓW, OLSZYNKA GROCHOWSKA, OLSZYNKA! O dramaturgii tamtego lutowego dnia przypomina nam chociażby relacja kapitana Ignacego Kruszewskiego : „...w tym z szumem przychodzi granat, para z góry na zad jego konia, przebija go i
gniecie, - to jeszcze widziałem, - pęka gdzieś pod spodem, - ja
znajduję się rzucony z moim koniem na ziemię na prawo, - a generał
już leży na miejscu, gdzie zaczął do mnie mówić. (...)
przyskakuję do Chłopickiego, był ranny w lewą stopę i w prawą
nogę niżej kolana odłamkami granatu”.Na tym skończę cytowanie uczestnika walk. Bitwie poświęciłem dwa posty: "Olszynka - 25 II 1831 r. - czas tytanów!.." oraz "Grochów - smak sławy..." - i tam bardzo wiele cennych relacji, włącznie z tymi rosyjskimi. .