
"Kpt. dr Jan Giergielewicz jest dobrze znany czytelnikowi, interesującemu się historią polskiej inżynierii wojskowej. Jest on autorem kilku prac z tej dziedziny, które ukazały się w ostatnim dziesięcioleciu i które zostały przyjęte ze szczerym uznaniem przez oficerów inżynierii" - tyle z "Przedmowy", którą napisał generał brygady Mieczysław Dąbkowski. No i przyznaję się, że nic, a nic nie mówi mi nazwisko kapitana doktora Jana Giergielewicza (1898-1953). Zerkam do wszechwiedzącej "wolnej encyklopedii - Wikipedii" i odnajduję zapis, a tam m. in.: "Jan Giergielewicz był pionierem badań nad dziejami fortyfikacji i
inżynierii wojskowej w polskiej historiografii oraz autorem licznych
prac historyczno-wojskowych z tej dziedziny". I wymieniono kilka tytułów Jego autorstwa - w tym "Wybitnych polskich inżynierów wojskowych - sylwetki biograficzne" Głównej Księgarni Wojskowej, Warszawa 1939. Nie ukrywam, że jako bydgoszczanin podkreślę miejsce druku: Zakłady Graficzne "Biblioteka Polska" w Bydgoszczy. W tym samy źródle internetowym odnajdujemy podstawowe fakty dotyczące gen. M. Dąbkowskiego (1880-1946): "Od sierpnia 1914 do lipca 1917 w Legionach Polskich, organizator i dowódca Kompanii Saperów Legionów Polskich. Od września 1916 pełnił służbę w Komendzie Legionów Polskich". podzielił los tych wszystkich legunów, którzy za radą brygadiera J. Piłsudskiego, nie złożyli w 1917 r. przysięgi na wierność cesarzom... Zaskoczył mnie taki szczegół z drugowojennego okresu: "Po kampanii wrześniowej został internowany w Rumunii i wydany Niemcom. Pozostał w niewoli niemieckiej do 1945r.".
Trzeba to uczciwie przyznać: ż a d e n z tych oficerów nie był mi znany! O tu kolejny ukłon w stronę nie mojej uczennicy Martyny Kowalewskiej, która wypożyczyła mi książkę Jana Giergielewicza. Płócienna okładka. Pewnie kiedyś dopełniona papierową okładziną. Tu Internet nie ratuje nas? Znajdziemy zdjęcia strony tytułowej, spisu treści, jest klasyczna okładzina publicznych bibliotek? To wszystko. Ale trzeba dorzucić coś jeszcze: dzięki Martynie otwiera się nowy cykl pisania? "Lektury sprzed lat..." - to ciekawy pomysł, aby sięgnąć po książki z zapomnianych półek?... Dziękuję Martyno! Swoją drogą zbliżające się wakacje, to świetna okazja, aby wziąć się do buszowania różnych zakamarków - zaiste ciekawa historia może z nich wyjść. Trzeba chcieć tylko TAM zajrzeć. A potem podzielić się podobnym odkryciem.