poniedziałek, października 28, 2019
Przeczytania... (322) Olga Tokarczuk "Lalka i perła" (Wydawnictwo Literackie)
Nobel z literatury za 2018 r. przyznany w tym roku w rękach Polki. Od tych kilkunastu dni jesteśmy świadkami, jak przez portale, blogi, Facebooki przelewa się fala zachwytu, uniesienia, ale i podłości, pospolitego chamstwa i ohydy. Hektolitry pomyj leją się na Noblistkę, którą została pani Olga Tokarczuk. Jak to ktoś pięknie napisał, że w wielu krajach Nagroda Nobla staje się powodem do dumy i zachwycenia nad twórcą. Tu nad Wisłą z łańcuchów spuszczono znowu hieny zawiści, podłości i małości. Bo co? Bo Autorka miała czelność wskazać, że nie wszystko w idyllicznej historii Lechitów było cacy i wzorowo poukładane? Bo śmiała wytknąć brud i zaprzaństwo wobec rodaków Żydów? Smutne, że jednym frontem nie raduje nas TO wyjątkowe wyróżnienie. Rozumiem, że gdyby Nobel trafił do posła pana J. K., pani profesor K. P., czy eksprokuratora stanu wojennego pana S. P lub znawcy historii (ze wskazaniem na dzieje imperialnej Rosji) pana M. S., to byłoby cacy. Ale tak się nie stało. I marne na to widoki, aby stać się mogło.