sobota, października 09, 2021
Pandemiczne opowieści - odsłona XXXII - McSween
- Ojciec zwariował! - tymi słowami na rodzinnym progu powitała Scotta jego matka, pani Maureen McSween. Nie takiego przywitania spodziewał się na rodzinnym ranczo w Montanie, tym bardziej, że nie widziano go tu od dobrej dekady. Jedynym usprawiedliwieniem mogło być tylko jedno słowo: kariera. Najpierw w Baltimore, potem w Filadelfii, aby wreszcie znaleźć się na korporacyjnym szczycie w Nowym Jorku.
- Dlaczego mama tak uważa? - nie odważyłby się kwestionować matczynej diagnozy. Nawet nie będąc w domowych pieleszach od dobrej dekady (a i wcześniej wpadał tylko okazjonalnie i na krótko) wiedział, że to co matka powiedziała było świętsze, niż gdyby ogłosił to sam Mojżesz. Co tam Mojżesz? Ona by pewnie i pana Boga przekonała do swoich racji.