"Było to w starych
czasach, w sto lat albo może jeszcze i mniej potem, jak litewski naród przyjął
świętą Chrześcijańską wiarę, kiedy w te strony przyszła para ludzi. Niewiadomego
oni byli nazwiska, niewiadomej kondycji, i to tylko można było poznać i z mówienia ich, i z ubioru, że
przyszli z Polszczy" - pamiętaMY, kto i o kim tak zaczynał snuć swą opowieść? No to ździebko dalej: "Lepiej mówiąc, on zrąbywał drzewa, oprawiał kłody i budował, a ona zbierała orzechy i
dzikie jabłka, gotowała rybę, doiła bawolicę, którą on rychło sobie obłaskawił,
naprawiała odzież, a gdy wieczór przyszedł i on położył się pod dębem, z
oszczepem i łukiem napiętym przy boku, by zawsze od dzikiego zwierza się obronić, siadała przy jego głowie
śpiewając i grając na harfie. Z wysokiego domu pewno była, bo po anielsku grała i
śpiewała i ręce z początku miała takie białe, by lilie. Ale krótko tego było, bo
pracując ciężko, w niewygodach i niebezpieczeństwach straszliwych, prędko
pociemniała na twarzy i rękach, wyrosła, zmężniała w sobie, że podobną stała się
do płowej łani, której trudności i samotności leśne najmilsze". Brzmi coraz bardziej znajomo? Trochę, jak bajka? Brakuje tylko: za górami... za lasami... żyła sobie Baba z Dziadem?... I może jeszcze jeździli na taradejce?... Nie, to nie Brzechwa. Pojawia się... król: "Panował podtenczas ostatni Jagiellon, dwoma imionami:
Zygmunt i August nazywany. Zapalczywy był on myśliwiec i właśnie w tej porze, kiedy mu
to doniesienie zrobionym było, bawił się polowaniem w swoich knyszyńskich lasach. [...] Tymczasem [...] król jechał naprzód, oglądając się wokół i wesoło dziwiąc się
wszystkiemu, co tu obaczył. Młody był podonczas i tylko co na tron swój wstąpił. [...]". Zobaczywszy ten raj wykrojony w litewskiej głuszy i poznawszy sprawców miał rzec: "Ty, starcze, wedle własnego
żądania bezimiennym ostaniesz i jakeś się urodził, tak w grobie legniesz
pospolitakiem. Ale żeś był bohatyrem mężnym, który tę oto ziemię dzikiej puszczy i
srogim zwierzom odebrał, a zawojowawszy ją nie mieczem i krwią, ale pracą i potem,
piersi jej dla mnogiego ludu otworzył, a przez to ojczyźnie bogactwa przymnażając:
przeto dzieciom twoim, wnukom i prawnukom, aż do najdalszych pokoleń i samego
wygaśnięcia rodu twego nadaję nazwisko od bohatyrstwa twego wywiedzione". Już wszystko jasne! Kończy się ta osobliwa nobilitacja słowy: "Oto ten ród, idący
od człowieka z kondycji pospolitego urodzenia, idzie w porównanie ze szlachtą rodowitą
krajową i wszystkich praw stanowi rycerskiemu odpowiednich odtąd aż do wygaśnięcia
swego używać má i takowe wykonywać. Nobilituję was i nakazuję, abyście nosili nazwisko
Bohatyrowiczów, a pieczętowali się klejnotem Pomian, który jest żubrzą głową na
żółtym polu osadzoną, jako pierwszy rodziciel wasz pokonał żubra i z odwiecznego
jego siedliska uczynił to wdzięczne i obfitością ciekące pole...".
