wtorek, stycznia 04, 2022
Pandemiczne opowieści - odsłona XXXV - c новым годом!
- Warwara! Śledzia! - spod stołu podnosił się mąż wzrostu słusznego, w nadgryzionym zębem nieuwagi kapelusiku koktajlowym z fizjonomią Kaczora Donalda wymalowaną w centralnym miejscu.
- Pietia, jakie śledzie? - Warwara przetarła oczy. Nadal jednak nie odzyskiwała ostrości widzenia sprzed godziny, kiedy kremlowskie kuranty wybiły północ.
- Jak jakie śledzie? - Pieta rozejrzał się po kwartirie, która przypominała pobojowisko pod Borodino. Jakieś nieruchliwe zwłoki legły nieopodal. A dwa koty dobierały się do szynki, którą czyjaś nieostrożność spostponowała i miast na talerzu leżała teraz na niby-perskim dywanie. - Śledź, to śledź. Gogola nie czytałaś?