"Biada, biada tobie, Bolesławie, jak wielkie nieszczęście przyniesiesz ty ziemi swojej!" - tak biadoliła, prorokowała, ba! miała wizję (objawienie) św. Jadwiga Śląska / hl. Hedwig von Schlesien. Babka onego Bolesława, któren w kolejności dynastycznej miał numer II, po swym (jak mniemam) pradziadku, Bolesławie I Wysokim (1163–1201). Aliści szanowna bunia (de facto Hedwig von Andechs) sama powinna się uderzyć w nadobną pierś, boć miała swój dobitny i wybitny wkład w to, co z życiem swoim zrobił wnuk. Że ladaco? Że niewdzięcznik? Że bliżej mu było do Diabła, niż do Pana Boga? No, współczesny nam psycholog miałby ciekawy materiał do swych badań. I trudno mi orzec (wszak jestem tylko magistrem od historii), nie mam kompetencji, kto w ostatecznym rozrachunku byłby bardziej szalony: czy wnuk, co poczynał sobie zuchwale i zgubnie dla potencji, czy babka, co w pomyjach obywała wnuczka? Trudno jednak odmówić Bolesławowi II by nie był postacią godną zauważania.
W roku 110 rocznicy śmierci geniusza polskiej sztuki, jakim był Stanisław Wyspiański (1869-1907), czerpię pełną garścią z tej niezwykłej twórczości. Tym razem bardzo nietypowo, bo wiersz Autora "Wyzwolenia", jako ilustracja do choćby dzieła Jego mistrza, czyli Jana Matejki. To niezwykłe, że jeden Kraków (nie Warszawa, Lwów, Poznań czy Wilno) wydawały tym podobne perły kultury polskiej. Nie ogarniam ogromu tego kim w ogóle był ten jeden, jedyny, niezwykły - po prostu WYSPIAŃSKI.