
"W Katowicach nie widzieli takich tłumów od czasu pogrzebu Wojciecha Korfantego w sierpniu 1939 roku. [...] Na katowickim cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza ludzie ledwo się mieszczą między grobami. Żeby mieć lepszy widok, wchodzą na drzewa. [...] Jeden z operatorów kamery kieruje sprzęt na pobliskie drzewo i filmuje wolno, od dołu: widać ludzi uczepionych gałęzi prawie po sam szczyt" - tak Dorota Karaś w książce "Cybulski. Podwójne salto" opisuje dzień 12 stycznia 1967 r. Dzień pogrzebu Zbyszka Cybulskiego. "Pogrzeb największej gwiazdy polskiego filmu jest dla władzy problemem. Zwłaszcza że rodzina zaczyna domagać się katolickiego pochówku. [...] Sprawą początkowo ma się zająć Edward Gierek, wówczas wszechwładny pierwszy sekretarz KW PZPR w Katowicach" - uświadamia nam Autorka. Wielkie brawa dla Wydawnictwa Znak, że umożliwił nam poznanie tych blisko czterystu stron żywota Aktora Niezwykłego. Przyłożono się edytorsko, żebyśmy mogli obcować w sposób artystycznie godny z biografią, ludźmi, którzy znali GO. Napisałem wyżej "Zbyszek"? Pozwoliłem sobie? Uważam, że takim GO zapamiętało całe pokolenie. Pewnie, że dla kogoś urodzonego w 1963 roku, jak ja właśnie, poznawanie twórczości Cybulskiego, to już historia. Wielokrotnie będąc we Wrocławiu przechadzałem się po peronie 3, na którym zginął. Nie wiem, kiedy po raz pierwszy usłyszałem zdanie "tu zginął Cybulski". Ale pierwsza moja wizyta nad Odrą odbyła się na Boże Narodzenie 1967 r. Tego 1967, kiedy Zbyszek Cybulski zginął. Przypadek? W 1967 r. miałem 4 lata, a więc byłem tylko rok młodszy niż dziś mój wnuk, Jerzyk.