wtorek, stycznia 07, 2020
Sara Lancaster (08)

- Najlepsze, Chris! - niecierpliwiła się Sara. Uderzenie parasolką o boks miało podkreślić jej udawane zdenerwowanie i irytację.
- A, co ja robię, proszę panienki?
I dla niego cały czas wdowa Lancaster pozostawała tylko panienką? Z jednej strony drażniło to ją, ale z drugiej było miłe, że dookoła postrzegano ją, jako młodą dziewczynę, którą kaprysi nad talerzem i nie chce jechać do babki na wieczorny pudding.
- Chris, co ty mi tu dajesz?!
- Chris, co ty mi tu dajesz?!
- No, przecież Alix...
- To chabeta! Chcesz mnie zabić? Ona chyba pamięta Independence Day!
Chris podrapał się po niedogolonej twarzy. Trzydniowy zarost był tylko oznaką lenistwa. Odkąd pan Tennyson chorował i z rzadka wyjeżdżali, trochę przestał o siebie dbać.
- Zgubiłeś brzytwę? - zainteresowała się Sara, której jak widać też nie uszła uwadze przemiana w wyglądzie stangreta wuja. - Mam po mężu... to ci mogę... ofiarować.
- Nie, dziękuję - Chris nie lubił, kiedy ktoś wnikał w jego codzienność. A już zainteresowania pani Sary Lancaster szukał najmniej. - Mam swoją.
- To się doprowadź do cywilizowanego wyglądu. Jak wuj zobaczy twoją gębę...
- Pan Tennyson nie interesuje się...
- A powinien, a powinien, mój Chris.
Chris sapnął i ruszył do kolejnego boksu.
- Chris?
- Co znowu? - burknął bardziej do siebie. A do Sary, już głośniej: Co panienka uważa?
Sara podeszła do boksu, w którym stała ciemno gniada klacz. Uśmiechnęły się jej oczy. Klacz nerwowo zaczęła przebierać nogami.
- Tą mi zaprzężesz do karykielki.
- Ależ panienko!... - Chris zrobił minę takiej dezaprobaty, jakby kazano mu do berlinki zaprząc muła. - To "Tess", narowista, jak huragan i wściekła, jak Jankes po przegranej w pokera! Pod siodło, to jeszcze, a i to, trzeba ją mocno ścisnąć, bo może fiknąć i będzie po jeździe!...
- Pod siodło powiadasz?
- Pamięta panienka "Huzara"? To po nim! A do tego "Penelopa"! Ze świecą szukać dwóch bardziej narowistych koni w okolicach. To i córka jest nieobliczalna!
- Biorę! - zawyrokowała Sara, a w głosie jej można było usłyszeć zdecydowanie, które nie przyjmuje do siebie żadnych sprzeciwów.
- Pan sędzia obedrze mnie ze skóry!
Sara poklepała "Tess" po karku. Klacz przyjaźnie zarżała.
- Widzisz, Chris? - triumf zagościł na twarzy Sary. - Już jesteśmy za pan brat...
Ledwo dopowiedziała ostatnie słowo, a "Tss" szarpnęła łbem i złowieszczo zarżała. Sara aż odskoczyła od boksu. Chris niemal prychnął śmiechem. Powstrzymał się w ostatnim momencie.
- Mówiłem? Mówiłem?! - teraz on triumfował. - Ale kto słucha starego Chrisa?!
- Co mówisz?
- Powiedziałem... że... panienka powinna wziąć do zaprzęgu "Boya".
- Chyba do pługu! Wystawisz mnie na pośmiewisko całego Południa!
- Skoro sam Napoleon jeździł na mule...
- Ale ja, zauważ, nie jestem Napoleonem. Równie dobrze mógłbyś osiodłać mi świnię! Wuj powiedział: najlepszego!
- Tak, ale "Tess" nie nadaje się do bryczki.
Sara zbliżyła się do niego. Parasolka posłużyła za niebezpieczny wskaźnik, którego czubek utkwił na mostku Chrisa:
- "Tess" i żadna inna! - na "żadna" położyła taki nacisk, że miękł opór wprawnego masztalerza. Wzruszył ramionami.
- Ja panienkę ostrzegałem. A, co będzie dalej, to już nie moja sprawa...
- O! i tak powinieneś Chris do tego podejść: to nie twoja sprawa. Dobrze?!
- Dobrze, dobrze.
Wszedł do boksu, w który stała "Tess". Klacz obróciła się. Chris poklepał ją po grzbiecie.
- Przed wojną wygrała bieg Waszyngtona.
- Pamiętam, Savannah 1860?
- 59, proszę panienki w 59. Myślałem, że tylko ja...
- Byłam tam. Z Xavierem... moim mężem... Stawialiśmy na "Athenę", ale o dwie długości wygrała "Tess".
- To była gonitwa! - Chris westchnął. - Dziś stajnie prawie puste. Najpierw swoje wziął Johnston, później Stuart. Był Forrest...
- Jak "Tess" uchowała się? - Sara też weszła do boksu. Spojrzała głęboko w oczy klaczy. Jej ciemne, ogromne oczy budziły jednak zaufanie.
- Pan sędzia kazał ją schować. Stała z innymi w chlewie. Jak świnia! Gorzej, gdyby Forrest chciał szynki.
- Zawdzięcza wolność świniom?
- Tak jakby.
Chris założył klaczy uzdę i chwytając za nią wyprowadził z boksu.
- Piękna - oczy Sary zaszkliły się.
- Siodło panienka ma?
- Mam, mam.
Wyprowadzili klacz ze stajni. Powóz stał nieopodal. Chris zaprzągł "Tess". Nie opierała się, jakby można było sądzić. Sara wsiadła do karykieli.
- Niech panienka uważa...
- Będę, będę...
Sara smagnęła batem. I ruszyła przed siebie.
Chris chwilę jeszcze patrzył za oddającym się powozem. Kątem oka dostrzegł, że pan Tennyson stoi w oknie. Zastukał w szybę. Chris podszedł do okna. Sędzia otworzył je.
- Czy ja dobrze widziałem? Panienka Sara wzięła "Tess"?
- Tak, panie sędzio. Tłumaczyłem, prosiłem. Ale nie. Panienka "Tess" i choć ją wołami ciągnij.
- Szalona dziewucha! Szalona!
- Mam nadzieję, że do Savannah dojedzie bez kłopotów.
- Mój drogi, nie do Savannah, tylko do... Waszyngtonu!
- Gdzie?!
Pan sędzia zniżył głos, jakby obawiając się, że ktoś go usłyszy i powtórzył:
- Do Waszyngtonu...
cdn
cdn
Brak komentarzy:
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.