Nigdy nie byłem amatorem poezji Stanisława Grochowiaka (1934-1976), ale dziwnym trafem pamiętam, kiedy zmarł. Taki dla mnie ważny rok: 1976. Aż dziw, że do dziś nie napisałem na jego cześć eseju. moje spotkanie z Jego twórczością, to jednak zdecydowanie filmy, do których napisał scenariusze. Do dziś poruszają mnie "Chłopcy" (plejada gwiazd: Z. Mrozowska, K. Opaliński, A. Dzwonkowski, W. Kowalski, Z. Mrożewski), bawią "Kaprysy Łazarza" (W. Łuczycka, H. Borowski, W. Hańcza, J. Nalberczak, E. Ziętek, F. Pieczka). Zrobił się mini-słownik biograficzny kina polskiego. Obawiam się, że dla młodszego pokolenia coraz mniej czytelny. Dlatego nie darowałem sobie, aby nie wspomnieć tych kilkoro, wielkich gwiazd.
Gdyby ktoś mnie poprosił: zacytuj coś z Grochowiaka, to spaliłbym się ze wstydu. Bo nie umiem. Nie potrafię. Skąd więc wybór i traf na tego Autora. Odpowiem z rozbrajającą szczerością: bo wiersz Herberta był zbyt długi! To nie żart. Mam przed sobą pokaźny tom: Alina Biała "Literatura i malarstwo"*. Postanowiłem do niego zajrzeć i zrobić z niego użytek. Tak trafiłem na wiersz "Breughel (II)":
Ten plan jest widziany z poddasza. Przez cierniowe ogrody
Gałązek i drzew wielkich. Na śnieg patrzę i na wodę,
Przyprószony zaledwie. A zaś w głębi chmura
Wiatr pochwycił, zamknęła w swym wnętrzu.
Ja - Malarz - już nie żyję. Zziębnięty jak blacha
Toczona po śniegu, duszę dałem Bogu.
Jest teraz mała, luta,
Podobna do klucza,
Na którym niekiedy Bóg zimę wyśwista.
Ja - Malarz - nie żyję. A jednak oczyma
Moimi patrzycie na śnieg i na wodę,
Przyprószoną zaledwie. I to ja ustawiam
Wszystkie słupy światła nad mrokiem lodowisk.
Biegnie pies z uchem postrzępionym w bójce. Gawron
Kroczy kłaniając się śniegom to w lewo, to w prawo.
Człowiek wór niesie. Dzieci do sanek przywiązane.
A z kominów - aż do mnie - wznosi się woń jadła.
Ja - Malarz - już nie żyję. Ale przecież widzę
Te trzy stare kobiety, idące od boru
Jak dzwon od kościoła. Zaplątane w szleje
Chrust wloką po śniegu, a w ich ciemnych twarzach
Mróz pozapalał biegające iskry.
Zimno - Majestacie
Śmierci - pusty dźwięku.
Uwielbiam malarstwo Breughla. To nie pierwszy raz, kiedy ów jest bohaterem "Spotkania z Pegazem". Dziwne, że nie "Palety". W 107 odcinku cyklu spotykamy się z Janem Wołkiem i jego "Piosenką dla chłopców od Bruegel'a". Wybór obrazu może niefortunny, bo przecież mamy maj, a ja pokazuję zimową scenerię "Strzelców na śniegu"? No to dorzucam, co napisała pani Alina Biała: "Malarstwo pejzażowe jest wyrazem stosunku artysty do świata natury i miejsca, jakie w nim zajmuje człowiek. W obrazie Breugela Myśliwi na śniegu pogląd artysty na temat relacji natura-człowiek wyraża zarówno punkt obserwacji ukazanej rzeczywistości, jak i rzeźba terenu, perspektywa powietrzna oraz gamy kolorystyczne".
* Wydawnictwo Szkolne PWN Sp. z o. o., Warszawa - Bielsko-Biała 2009, s. 329-330 (całość s. 326-330)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.