Strony

Strona główna

piątek, 5 czerwca 2020

Ostromecko, Ostromecko... (3)

Trzeba wracać do normalności.
Jednym z przejawów odblokowywania naszego życia w czas pandemii koronawirusa COVID-19 jest możność swobodnego, bez maskowego przemierzanie choćby parków i lasów. Trudno się zatem dziwić, że przyszła pora na nadrabianie zaległości. Że znowu Ostromecko? Nic to. Tym razem będzie bez pałacowo? Pałace muszą być. Bo są... trzy. I ja  zapomniałem, że ich aż tyle! Barokowy pałac Mostowskich, klasycystyczny Jakuba Schönborna (później rodziny von Alvenslebenów)  oraz myśliwski.


Ale tym razem (wszystkie zdjęcia z 2 czerwca) nasza peregrynacja obejmie spacer poniżej pałacowej skarpy. Nie zaproszę do rosarium. z prostej przyczyn: to jeszcze nie czas na podziwianie królowej kwiatów. A jakże, w moich zbiorach znajdziemy cudowne róże tam rosnące. Poczekam na lato, na rozkwit. Jednego nie uda mi się tu zatrzymać: zapachu. Jednak coś tam rozkwita i przekwita?




Matka Natura sama robi porządek w drzewostanie. Raz po raz spadają wyroki na wiekowe drzewa. Do wyboru: przejść pod spodem lub niczym rączy ogier skoczyć ponad?



Zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale... alejka, którą zmierzamy nigdy wcześniej nie budziła mego zainteresowania. Tak, nigdy nią nie szedłem. Tyle lat, tyle razy miejsce odwiedzane, ale bez tego kierunku? TAK.


Nie wiem, co można dodać do tych kadrów. Pyzdra powiedziałby do Kwicoła, że jest piknie! I to jest fakt. A ponoć z faktami się nie dyskutuje?



Matka Natura sama tworzy kształty, zawijasy, kompozycje, jakie homo sapiens sapiens może co najwyżej od papugować. Staję często jak wryty na widok tego, co dostrzegam. Tego nam brakuje, po dniach zastoju między czterema ścianami?


Zdalne nauczanie ma swoje cienie. Jednym z nich jest powolna awersja do... komputera! Kiedy kończę ostatnią w dniu lekcję (to nie żadne dyżury czy jakieś symboliczne lekcyjki, tylko bite 45 minut pracy) zamykam pokój i...



Tak, wyjazd do Ostromecka jest okazją na sycenie oczu widokami ptactwa, wsłuchiwaniu się w trele i ten żal, że nikt nie nauczył kto tam tak cudownie serenady i inne volty śpiewacze wyprawia. Tego powinno sie uczyć na lekcjach biologii, a nie budowy pantofelka czy innej żaby.


Tak, brak mi wiedzy. Ostatnia lekcja biologii, to w moim przypadku 1978 r. W szkole technicznej, do której chodziłem w latach 1978-1983, nie uczono tego przedmiotu. Ważniejsza była technologia metali, elektrotechnika i wykres żelazo-węgla. Trzeba było być i słyszeć te niesamowite głosy ptasiej wirtuozji! Myślałby kto, że to nastawiony gdzieś w krzakach ZK-140. Takich trelów i w takiej intensywności dawno nie słyszałem.


Spacer zwieńczył Turdus merula! Kos! Dostojny. Z żółtym dziobem. Pozował. Ani myślał uciekać. Czuł widać, że to jego pora na uwiecznienie. Przy okazji ujawnił kolejny brak mojej wiedzy: kos jest utożsamiany ze świętym Kewinem. Nawet nie wiedziałem, ze Kościół czci takiego patrona. 
No i znowu był problem, co wybrać, jakie zdjęcia zachować tu i teraz? 

PS: Zdjęcia kosa dedykuję mojemu serdecznemu koledze ze szkolnej ławy (SP 25), Przemkowi Lipczyńskiemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.