Święta
Bożego Narodzenia. Czas igliwia, jak śpiewały
"Czerwone Gitary" (tekst Krzysztofa Dzikowskiego). Wigilia. Wieczerza.
Opłatek. Choinka. Prezenty. A ja sięgam do wyjątkowego zbioru poezji!
Czesława Miłosza. Co w nim wyjątkowego? Zaraz opowiem.
To było w 1983 lub 1984 r.? Jeszcze za komuny,
co to niby się już chwiała. Jakoś nie odczuwałem tego. Jak pewnie i
wielu obywateli PRL-u. Historia przytrafiła mi się w jednej z bydgoskich
księgarń (przy ul. Dworcowej), której już dawno nie ma. Akurat
przeglądałem jakąś książkę. Obok mnie chłopak pewnie w moim wieku.
Podeszła do nas ekspedientka i wprost zapytała "czy jesteście zainteresowani książkami?". Chyba mieliśmy nietęgie miny. W tamtym okresie książka była naprawdę deficytowym towarem. A ta "spod lady"
obiektem pożądania. I stało się coś jeszcze bardziej
niezwykłego: kobieta wyprosiła wszystkich klientów z księgarni.
Zostaliśmy tylko my dwaj. Zaprosiła nas na zaplecze. Stał tam karton
pełen książek. Wśród nich dwutomowe, liche edytorsko wydanie "Wierszy"
Noblisty. Nieśmiało zapytałem czy mogę dwa komplety. Zapłaciłem za oba.
Po chwili wychodziłem oszołomiony. Mój rówieśnik zapewne też.
Z tego zbioru, dokładnie tomu I (na foto wydanie 2 z 1987 r.) zapożyczam wiersz "Baśń wigilijna":
Po życiu pełnym bezsensu i rozpaczy,
Zmieniony ręką boską w srebrnego anioła,
W noc, która gwiazdą betlejemską straszy,
Człowiek pewien przyfrunął tam, gdzie Dziecko woła.
Rozpościerał szeroko skrzydło nad kołyską,
A dziecko bawił odblask na skrzydle odbity.
Śnieżystą górą dziecku skrzydło się wydało
I sto różowych na niej potoków igrało.
Na dworze już wschodziła jutrznia, bił młot.
I nasłuchiwał chciwie anioł, człowiek dawny,
Jak niosą się w powietrzu pierwsze głosy ziemi,
Żuraw skrzypi, łuczywo okienka rumieni.
Kosmate gończe dymiąc rwały się na smyczy,
Mroźna trąbka przez bory niosła się jak wiatr,
Aż zaskomliły gończe, spragnione zdobyczy,
Z brzękiem dzwonków puszysty goniąc zwierza ślad.
I widząc, że za chwilę śnieg znów się zakrwawi,
Rzekł anioł: Dziecko ziemię nie od krwi wybawi,
Jak promień, co przywraca czarnej fali płynność,
Tak ono zbrodni ludzkiej przywróci niewinność.
Nie
pamiętam, co się stało z moimi tomami. Rozdałem, ofiarowałem - po
prostu ich już nie posiadam. Trudno. Tak bywa. Wiele moich książek
trafiło później do bydgoskich antykwariatów. Może cieszą kogoś jeszcze.
Ktoś
czytający może mieć równie nietęgą minę, kiedy czyta te strofy. Skąd w
"Baśni wigilijnej" wzmianka o... zbrodni ludzkiej. Czyżby chodziło o
rzeź niewiniątek? Nie. Wiersz powstał w 1942 r. Tak, w czasie
najokrutniejszej z wojen. Mogłem dokonać innego wyboru? Mogłem, ale
"spotkałem" ten wiersz. Wart jest, jak mniemam, przypomnienia w ten jedyny i wyjątkowy czas
*Miłosz Cz., Wiersze, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987, tom 1, s. 101
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.